play_arrow

keyboard_arrow_right

skip_previous play_arrow skip_next
00:00 00:00
chevron_left
volume_up
chevron_left
  • cover play_arrow

    Radio Piekary Radio Piekary

Polska

Do lutego starczy na wypłaty dla górników. Co później? EKSPERT WYJAŚNIA

today9 grudnia 2020

Background

– Do lutego starczy na wypłaty dla górników – mówi w rozmowie z reporterem Radia Piekary dr Dawid Piekarz, specjalista ds. górnictwa i rynku energetycznego w Polsce. Co będzie dalej? W rozmowie między innymi o przyszłości górnictwa i Polskiej Grupy Górniczej.

Rozmowy na temat wprowadzenia planu naprawczego w Polskiej Grupie Górniczej przeciągają się. Czy to znaczy, że sytuacja w spółce jest stabilna i górnicy nie mają się czego obawiać ?

Dawid Piekarz: To, że rozmowy się przeciągają nie znaczy, że jest dobrze, a wręcz przeciwnie. Opieszałość w realizacji planu naprawczego grozi kolejnym kryzysem, na który spółka nie może sobie pozwolić, bo może go zwyczajnie nie przetrwać. Kiedy czytam, że związkowcy mówią o stabilizacji bo wypłaty nie są zagrożone do lutego, to zastanawiam się, czy naprawdę wierzą w to co mówią. Czy naprawdę tak ma wyglądać „stabilizacja” w największej spółce górniczej w Unii Europejskiej? Czy takiej stabilizacji oczekują górnicy? Stabilizacji, która mówi, że jeszcze przez dwa miesiące będą pieniądze na pensje, a później to się zobaczy? Nie sądzę. Myślę, że górnicy, którzy utrzymują związkowców oczekują od nich myślenia w perspektywie długofalowej, a nie z dnia na dzień. Dlatego w mojej ocenie plan naprawczy należy wprowadzać niemal natychmiast i związkowcy powinni rozumieć, że każdy dzień zwłoki jest narażaniem spółki na upadłość.

Wiele osób pyta, czy jest sens pompować kolejne publiczne pieniądze w spółkę, która i tak co jakiś czas staje przed widmem upadłości.

DP: I tak i nie. Wpompowaniu kolejnych setek milionów, czy nawet miliardów złotych w PGG musi towarzyszyć mądry plan naprawczy. Dokładnie taki jaki zaproponował stronie społecznej zarząd Polskiej Grupy Górniczej. To plan, który zakłada stopniowe wyłączenie trwale nierentownych zakładów produkcyjnych, kieruje inwestycje oraz pracowników do pracy w zakładach, które dają perspektywę ekonomicznie uzasadnionego wydobycia przez następne kilkanaście lat. To jedyna droga. I związkowcy oraz górnicy muszą to zrozumieć. Jeśli pójdą dotacje, a plan naprawczy nie będzie realizowany to czekają nas dwie katastrofy. Pierwsza – spółka bezsensownie „przepali” kolejne miliardy. Druga – za kilka miesięcy znów stanie przed widmem katastrofy, jej konto będzie świeciło pustkami, a górnicy będą drżeli nie tylko o terminowość wypłaty pensji ale i o swoje miejsca pracy. Bo Unia Europejska nie pozwoli rządowi dołożyć kolejnych miliardów. Już teraz brukselscy urzędnicy mają problem z dotacjami do polskiego wydobycia, bo część z nich uważa je za niedozwoloną pomoc publiczną. Najprościej mówiąc – pomoc może być kierowana do spółki, ale tylko w warunkach restrukturyzacji. Jeśli pomoc płynie, a restrukturyzacji nie ma to jest ona według Unii Europejskiej nieuzasadniona i podlega zwrotowi. Na to ani spółka, ani rząd, ani górnicy nie mogą sobie pozwoli. Będzie to oznaczało pogrzeb branży szybciej niż ktokolwiek dziś zakłada.

Z pańskich słów można wnioskować, że związki chcą publicznych pieniędzy ale chcą też żeby zostało tak jak jest…

Mam nadzieję, że to tylko gra ze strony związków, a gdzieś głębiej drzemie zrozumienie dla powagi sytuacji. Potencjalne wsparcie musi się bilansować – pozwolić na działalność operacyjną, która ma zmierzać do wydolności i efektywności działania spółki, czyli sprzedaży surowca i bilansu podaży z popytem. Dziś jest to absolutnie zachwiane. Już nie czas na używanie eufemizmów – trwale nierentowne części produkcyjne PGG, które topią spółkę, należy jak najszybciej zlikwidować, zadbać o pracowników i wyprowadzić spółkę na prostą. To jest wspólne zadanie dla zarządu i związków. Rząd ma w tym pomóc dając pieniądze na prawdziwą, a nie udawaną restrukturyzację.

Jaka jest więc przyszłość spółki w perspektywie kilku miesięcy, a jaka w perspektywie lat?

DP: Krótką perspektywę możemy opisać dwoma miesiącami – do lutego starczy na wypłaty dla górników. Co będzie później, to będzie zależało od mądrości związków zawodowych, zrozumienia powagi sytuacji wśród górników i sprawności zarządu. Jeśli strona społeczna dojdzie możliwie szybko do porozumienia z zarządem w temacie harmonogramu realizacji planu naprawczego, to spółka z całą pewnością będzie działała następne kilkanaście lat. Ale w oparciu o efektywną produkcję kilku ruchów, które można policzyć na palcach jednej ręki. To może się odbyć i nawet powinno bez wielkich kosztów społecznych. Jeśli plan ruszy będą rządowe pieniądze na wcześniejsze emerytury, na godziwe odprawy sięgające 100 tys. zł dla odchodzących z branży i na inwestycje w rozwój perspektywicznych zakładów. I to jest ten dobry dla górników scenariusz. Gorszy to obstrukcja i przeciągania rozpoczęcia działań restrukturyzacyjnych przez stronę społeczną, która np. uprze się, by nadal dotować nierentowne ruchy. To już jest scenariusz katastrofy, który zakończy się niekontrolowaną upadłością, utratą tysięcy miejsc pracy i faktyczną likwidacją branży. Pytanie, komu zależy na realizacji właśnie takiego modelu. Z pewnością nie górnikom, którzy przy odrobinie dobrej woli będą mogli polegać na swoim pracodawcy przez następne kilkanaście lat.

Dziękuję za romowę.

Autor: Kamil Zatoński


0%
Skip to content