play_arrow

keyboard_arrow_right

skip_previous play_arrow skip_next
00:00 00:00
chevron_left
volume_up
chevron_left
  • cover play_arrow

    Radio Piekary Radio Piekary

Wiadomości

Pisarz i dziennikarz Piotr Krysiak o pandemii koronawirusa w Barcelonie. „Bronię Hiszpanów, bo zapłacili już wystarczającą cenę za lekkomyślność rządzących”

today4 kwietnia 2020

Background

Jeszcze przed weekendem w Hiszpanii liczba zakażonych osób na koronawirusa wyprzedziła stan we Włoszech. Tamtejszy resort zdrowia poinformował, że w ciągu doby odnotowano 932 zgony spodowodowane COVID-19. Walkę o życie przegrało ponad 10 tysięcy osób. O tym jak wygląda sytuacja w Hiszpanii, głównie w Barcelonie, nasz dziennikarz Kamil Zatoński rozmawiał z pisarzem i dziennikarzem Piotrem Krysiakiem, który od półtora roku mieszka w stolicy Katalonii. Krysiak jest dziennikarzem śledczym, autorem takich publikacji jak m.in. „Wyspa Ślepców” i „Dziewczyny z Dubaju”.

 

Koronawirus w Hiszpanii szaleje, obrazki ze stolicy są przerażające. Czy tej tragedii można było zapobiec?

 

Pewnie nie, bo w końcu jeszcze nikt nie powstrzymał wirusa. Natomiast może gdyby władze Hiszpanii wcześniej podjęły restrykcyjne decyzje i zakazały wychodzić ludziom z domów, może ofiar i zarażonych byłoby dziś mniej. A w Hiszpanii wszystko działo się bez żadnej koordynacji i nagle, jakby wirus pojawił się właśnie tam. W piątek, 12 marca, wszystkim centrom handlowym, sklepom, punktom usługowym kazano się zamknąć godzinę wcześniej. Od soboty mieli już nie przychodzić do pracy. Bezterminowo. W piątek było już bardzo ciepło. Jeszcze lekko zamroczony snem usiadłem w bardzo popularnej cafeterii „Zurich” na Cataloinya Squere, gdzie zwykle na 100 stolików może dwa są wolne. Tymczasem tego popołudnia dwa były, ale zajęte. Wtedy zorientowałem się, że coś nie gra. Nagle zaczęły pustoszeć sklepy i ulice.

 

Jak w okresie pandemii wygląda Barcelona? Przypomnę, że w ciągu doby liczba osób zmarłych wzrosła o 950.

 

No widzisz, strasznie przykro to mówić, ale w ostatni piątek Hiszpania wyprzedziłą Włochy pod względem osób chorych na coronawirusa. Oznacza to, że jest najniebezpieczniejszym państwem w Europie. Hiszpanie późno wzięli na poważnie wirusa. W sobotę 14 marca, kiedy wszystko miało być zamkniętę, niektóre wielkie koncerny, jak na przykład Vodafone, otworzył swoje salony. Dopiero po kilku godzinach w sklepach pojawiali się policjanci i je zamykali. Chaos medialny doprowadził do tego, że młodzi ludzie gdzieś mieli zagrożenienie uważając, że to choroba „starych ludzi”. Włądze widząc, że ludzie się nie słuchają wprowadziły gigantyczne mandaty w wysokości od 1000 d0 3000 euro i 3 miesiące więzienia za wychodzenie z domu. Liczba ofiar i chorych rosła. Wtedy Hiszpanie powoli zaczęli przeglądać na oczy. Dwa tygodnie temu jedna z mieszkanek kamienicy zawiadomiła policję, że w jakimś mieszkaniu trwa impreza. Kiedy fukcjonariusze wparowali zastali 8 mężczyzn, którzy zorganizowali sobie sex-party. Siedmiu poszło do domów z mandatami, a organizator trafił na 3 miesiące do więzienia za narażanie życia i zdrowia innych.

 

Widzisz błędy Hiszpanów, które są powtarzane przez Polaków? Nie tylko na poziomie mieszkańców, ale i rządu.

 

Trudno mi powiedzieć, bo informacje o tym co u Was czerpałem od rodziny i znajomych. Jednak z tego co pamiętam, to w Polsce bardzo szybko, nawet nie wiem czy nie dwa dni po Hiszpanii, zakazano wychodzić z doimu. Różnice jednak były i są. Na przykład w Hiszpanii nie działają żadne punkty usługowe, tipsy, maniqury, botoxy i inne. My mentalnie jesteśmy inni. Hiszpanie podobnie jak Włosi nie usiedzą w domu. Oni całe życie są na zewnątrz a ich życie to maniana a maniana. To ich życie. Znam Hiszpanów, którzy nigdy nie wypili kawy w domu, bo zawsze robią to na mieście w drodze do pracy.

 

 

W Hiszpanii większość obywateli chodzi w maskach, w Polsce jest zupełnie inaczej. To błąd ministerstwa?

 

– A mylisz się. Przynajmniej w Barcelonie wcale nie wszyscy mają maski. Niektórzy chodzą bez, inni owijają buzie szalikami albo chustami. Widzisz i w Barcelonie na przykład wszystko jest. Idziesz do apteki i bez problemu kupujesz maski, rękawiczki, płyn do dezynfekcji rąk. Zrobiłęm to 3 dni temu i mało nie zemdlałem w aptece. Za trzy maski i 5 par rękawiczek zapłaciłęm 65 euro. Dopiero potem kolega, który jest lekarzem w UK – Polak zresztą –  na face-timie uczył mnie jak je poprawnie zakładać, z zazdrością wydusił: Słuchaj, Ty masz jakieś wypas te maski, my nawet takich w szpitalu nie mamy. Widzisz, tego samego dnia u niego w szpitalu umarł starszy mężczyzna, u którego zdiagnozowano trzy inne choroby. Nikt nie miał pojęcia, że ma coronavirusa. 15 lekarzy odesłano na kwarantannę. Dlatego bronię Hiszpanów bo zapłacili już wystarczającą cenę za lekkomyślność rządzących.

 

Mental Hiszpanów jest zupełnie odmienny do naszego. Rodzina, zabawa, bliskość i głębokie relacje. To pomaga czy przeszkadza w walce z wirusem?

 

Jasne, że przeszkadza. Wyobraź sobie, że do 31 marca policjanci wystawili 180.000 mandatów w wysokości powyżej 1000 euro za bezzasadne wyjście z domu. Dwa tygodnie temu furrorę robiło tu wypożyczanie sobie psów na spacery. Doszło do tego, że Hiszpanie wychodzili na spacer z żółwiami. Najnowszym sposobem jest posiadanie przy sobie nowego opakowania lekarstw w kieszeni. Jak zatrzymuje Cię policja to wyciągasz i mówisz, że wracasz z apteki. A mówią, że to Polak potrafi.

Niestety ich towarzyskie i zabawowe podejście do życia będzie miało i już ma wpływ na liczbę chorych i zmarłych. Od poniedziałku do czwartku od rana do wieczora lało. Na ulicach pustki! W czwartek o 15 wyszło słońce. Nie było tłoku oczywiście, ale część ludzi wyległa na ulice, by rozpinając koszule wygrzać się w promieniach słońca.

 

Jak czuje się Polak, który nie wrócił do kraju i ten trudny czas przeżywa poza ojczyzną?

 

Przestałem tak już na to patrzeć. Mieszkam w Europie, tak jak Ty, jednej i wspólnej. Wracam do domu 3,5 godziny, to krócej chyba niż z Krakowa do Warszawy.  Ale tak na serio, to choć i tak nie powinniśmy się spotykać to w tych trudnych chwilach bliskość ma kolosalne znaczenie i tej bliskości mi tutaj brakuje. A wtedy czuję się niepewnie. Wiem, że walka z wirusem szybko się tutaj nie skończy a za chwilę pojawią się nowe problemy i zagrożenia – tym razem społeczne. Hiszpański rząd zaczyna już o tym myśleć. Zawieszono na pół roku opłaty czynszowe za mieszkania, przez ten sam okres państwo będzie płaciło wszystkim tym co, nie mogą chodzić do pracy 70 proc wynagrodzenia. Prezydent Barcelony już wprowadziła bezpłatną komunikację miejską. Za chwile ludziom zwłaszcza tym, którzy od rządu nie dostaną nic, bo pracowali na czarno czy z doskoku, skończą się pieniądze. A jeść i gdzieś mieszkać trzeba. Zaczną włamywać się do sklepów, potem do mieszkań w końcu napadać słabszych ludzi. Czy policja sobie poradzi z walką z wirusem i okiełznaniem bandziorów?

 

Co powiedziałbyś Polakom i polskim politykom. Takie orędzie do narodu prosto z serca.

 

Madre mia! Widzisz, oprócz tego, że absolutnie nie czuje się wieszczem narodu, to jest to trudne pytanie, bo ja dokładnie nie wiem, jakie w Polsce błędy popełniono. Wiem, że w przeciwieństwie do Hiszpanii u nas brakuje i płynu do dezynfekcji rąk i masek i rękawiczek. To jeśli mam z coś z głębi serca to zwrócę się do tych wszystkich pseudobiznesmenów, którzy zwietrzyli na krzywdzie ludzkiej interes życia i jak na sraczkę z szycia kapci przestawili się na produkcję masek czy płynów, by po lichwiarskich cenach sprzedawać to tym, którzy w obawie o zdrowie swoje i najbliższych zamiast jedzenia napełniają kieszenie tych obrzydliwych spekulantów. A do polityków, żeby zrobili z nimi porządek, bo mają do tego odpowiednie instrumenty.

 

Z Piotrem Krysiakiem rozmawialiśmy kilka dni przed jego powrotem do Polski. 

 

Autor: Kamil Zatoński


0%
Skip to content