play_arrow

keyboard_arrow_right

skip_previous play_arrow skip_next
00:00 00:00
chevron_left
volume_up
chevron_left
  • cover play_arrow

    Radio Piekary Radio Piekary

Śląsk

Skandal w Śląskim Uniwersytecie Medycznym – molestowanie, mobbing i seksizm

today12 czerwca 2020

Background

Molestowanie, mobbing i seksizm. To tylko niektóre praktyki, których mieli dopuszczać się pracownicy uczelni. Według studentów latami nikt nie reagował na te sytuacje: „Sprawy są tuszowane”.

Historie studentów i absolwentów Śląskiego Uniwersytetu Medycznego opublikował jeden z facebookowych profili. Został on założony przez grupę przyszłych medyków, by w luźnej formie pokazywać absurdy do jakich dochodzi na uczelni. Posty miały charakter memów, opatrzone opisami śmiesznych sytuacji. Z czasem jednak do administratorów zaczęły spływać relacje, z których jednoznacznie wynikało, że na uczelni dochodzi do nadużyć, którym teraz zdecydowali się jednoznacznie sprzeciwić. W rozmowie z naszą reporterką Martą Mosiołek administratorzy grupy nie ujawniają swojej tożsamości, bo boją się konsekwencji.

Od czego się to zaczęło? Dlaczego studenci zaczęli się do Was zgłaszać ?

W domyśle post, który wstawiliśmy, by inni pisali swoje historie z ŚUM,  był po to by poczytać tak z dwadzieścia, trzydzieści „żali”. Ogólnie od naszych kolegów, żeby zobaczyć co ich gryzie. Natomiast poszło to takim viralem, zebraliśmy taki feedback, że jesteśmy tym absolutnie zdumieni, ale nie zaskoczeni.

Czego dotyczą zgłoszenia ?

Zgłoszenia w głównej mierze dotyczą patologii, które na naszej uczelni pojawiały się, jak się okazuje, od lat. To co czytamy w tych wiadomościach, to są problemy, które zdarzały się też dawno temu. Są to incydenty znane na naszej uczelni, tylko nikt z tym nic nie robi. Dlaczego? Tego nie wiadomo. My nie spodziewaliśmy się jednak, że skala seksizmu, skala mobbingu, molestowania jest tak wielka! To nas absolutnie przerosło!

Dlaczego zdecydowaliście się upublicznić te wiadomości?

Każdą rzecz można tam puścić płazem, jeśli jest to jednorazowy wyskok. Tutaj mamy do czynienia po prostu z recydywą. Studenci są przerażeni tym co się dzieje. Tym ile musieli psychotropów brać żeby przejść przez te studia. To naprawdę nie jest normalne. Policzyliśmy, że ponad 340 wiadomości na 2000, które dostaliśmy, dotyczyło tego, że studenci brali psychotropy. Na tyle nie radzili sobie z tymi sytuacjami! Czy tak ma wyglądać nauka na uniwersytecie w XXI wieku? Nie wydaje nam się.

Dlaczego te wszystkie uwagi trafiają do was a nie do władz uczelni? 

Powszechnie znane są praktyki, które stosuje uczelnia. W tym przypadku jest to nagminne tuszowanie różnych spraw. Newralgicznym tematem są stosowane mobbingi, czy to na wydziale lekarskim w Zabrzu, czy na wydziale lekarskim w Katowicach. W tych komentarzach jest opisanych tyle patologii… Aż się płakać chce, że coś takiego się dzieje. Studenci czują, że jesteśmy jednymi z nich, że my ich zrozumiemy. A kierując się do władz dziekańskich, do kierowników katedr, to zazwyczaj jest to błędne koło. Skarga trafia do władz, osoba która dopuszcza się naruszenia zostaje upomniana, ale efekt jest odwrotny. W przypadku złożenia skargi efekt jest taki, że student dostaje rykoszetem. W wielu przypadkach kończyło się to już oblanym egzaminem, a nawet wyrzuceniem ze studiów.

Które z tych wiadomości, z opisanych sytuacji, najbardziej was uderzyły?

Najgorsze, które nas osobiście dotknęły, to sprawy molestowań. To co te dziewczyny piszą o tym co się dzieje na obozach. Albo to co ostatnio do nas trafiło, że dziewczyna stoi na korytarzu, a prowadzący zajęcia przy wszystkich ją łapie w jakieś miejsce intymne. To jest już jakiś szok i niedowierzanie! Jak w ogóle… Niektórzy się w tych historiach kryją, że prowadzący zaciąga do pokoju. Ale że na środku korytarza potrafią się dziać takie rzeczy? To jest szok!  Dochodzi też do innych nadużyć.  Sytuacje nie dotyczą tylko studentów. Na przykład w katedrze fizjologii pracownik przyznaje się wprost studentowi, że jest zastraszany. Jest stosowany nacisk psychiczny i sugestie, że podał pytania studentom i na pewno jest w jakimś spisku. Albo po zgłoszeniu nieścisłości w materiałach do kierownika katedry – prowadzący zajęcia dowiaduje się tylko, że nic nie wie. To jest dosyć upokarzające. Po coś Ci ludzie się uczyli i jednak coś mają w głowie skoro uczą nas – przyszłych lekarzy! To jest dla nas niepojęte. Kolejny incydent, który się powtarza to usprawiedliwienie nieobecności na zajęciach aktem zgonu!

Jak to?

Jeśli komuś umarł ktoś z rodziny, to należało przynieść akt zgonu tej osoby. Po to by móc usprawiedliwić nieobecność na zajęciach. Dziewczyna napisała, że jak przyniosła akt zgonu wg wytycznych prowadzącego, to ten go podarł. Uznał, że akt zgonu jest sfingowany.
Patologii jest tu tyle ile historii, ale wiele się powtarza. Jest takie żelazne trio czyli molestowanie, seksizm, mobbing i do tego jeszcze traktowanie studenta jak śmiecia. Jak ostatnie ogniwo w tym łańcuchu uniwersyteckim. Co już w zasadzie z patologii przeszło do normalności. Jednak jak widzimy, gdy jest ku temu okazja i jedna osoba zaczyna mówić – to wybucha niczym wulkan.

Ale studenci nie zgłaszają tego, bo się boją…

Oczywiście! Każdy kto ma trochę oleju w głowie nie zgłosi takiej sytuacji czy upokorzenia gdzieś wyżej, ponieważ będzie po prostu wiedział, że odbije się to na nim. To jest naprawdę błędne koło. A najgorsze jest to, że studenci do takiego traktowania przywykli. Studenci boją się tego zgłaszać, bo nawet ŚUM pisze, że „zawodzi czynnik ludzki”. Tak! Zawodzi czynnik ludzki, bo uniwersytet nie jest w stanie zapewnić anonimowości! Dotarły do nas wiadomości od studentów czy też absolwentów, którzy musieli tłumaczyć się ze złożonej skargi „na dywaniku”. Na tym się to kończyło. W oficjalnym oświadczeniu ŚUM możemy przeczytać, że nawet nie tyle jest to zbagatelizowane, a są 2 tysiące niezależnych komentarzy i zgłoszeń?! Usprawiedliwiają się:  „Nikt nie napisał do nas tego na skrzynkę mailową ani do rektora ani do prorektora.” No z takim podejściem to się naprawdę nic nie zmieni.

Czy, według Waszej wiedzy, uczelnia jakoś zareagowała dotychczas ? Np. na molestowanie ? Czy coś z tym zrobiła?

Nie wiemy, bo oficjalnie nikt niczego nie potwierdzi, ale śmialiśmy się, że to działa trochę jak w kościele katolickim. Ci pracownicy nadal prowadzą zajęcia. Jeden z tych prowadzących został po prostu przeniesiony na wydział w Sosnowcu. Prawdopodobnie więc dalej się to toczy. Nikt wprawdzie się do nas nie odezwał. Jednak skoro prowadzący jest bezkarny to można tak przypuszczać. Studenci wiedzą o kogo chodzi.

Czy te dziewczyny, te studentki,  próbowały coś z  tym zrobić?

Powiemy więcej. Te dziewczyny są absolwentkami. Pracują w zawodzie. Tutaj najsmutniejsze i najbardziej groteskowe jest to, że one nadal boją się to powiedzieć. Jak nam napisały  – „ nadal mogłyby je dosięgnąć ich macki”. Jest to naprawdę sprawa zatrważająca.

Czego teraz oczekujecie od uczelni ? Co władze uczelni powinny Waszym zdaniem zrobić?

Absolutnie naszym celem nie jest uderzanie w jakikolwiek uniwersytet. Tym bardziej naszą uczelnię. Ale nie można takich zachowań puścić po prostu płazem. Uczelnia powinna usiąść z nami i zrobić rozliczenie. Oczywiście nie z nami jako fanpejdżem. Nikt nie ma ochoty się przecież ujawniać. Powinni zrobić rozliczenie od A do Z. Z wszystkimi, których te wiadomości dotyczą. Oczywiście tych wiadomości jest mrowie, ale co jeśli teraz puścimy to płazem? Jak przez te ostatnie 10 -15 lat? Te patologie będą wciąż  narastać. Jak nowotwór, który niewycięty będzie obrastał dalej i infekował. Nie chcemy tutaj jednoznacznie wskazywać. W każdym takim rozliczeniu spadają głowy. Prawda? Nie da się uzdrowić kogoś, kto nie chce być uzdrowiony. Jednak według nas, osoby odpowiedzialne za mobbing, za molestowanie i za seksizm powinny przeprosić ofiary. Natomiast w przypadku recydywy, a tych przykładów są setki, ie są to jednorazowe wyskoki, wiemy, że w niektórych przypadkach jest to praktyka stosowana i doskonalona przez lata, nie widzimy innej możliwości niż zakończenie współpracy z tymi osobami. Jest tylu wspaniałych wykładowców, więc taka wymiana na pewno by nie zaszkodziła. Jednak nie wydaje się żeby uczelnia była na to gotowa i chętna. Najgorsze jest to, że podobno uczelnia będzie próbowała teraz zorganizować kontrofensywę. Nie wiemy czy są takie plany. Dostaliśmy taką wiadomość od kilku niezależnych osób.

Rozmawiała Marta Mosiołek. 

 

foto: sum.edu.pl

Autor: Katarzyna Taras


0%
Skip to content