Mediacje zerwane, skruchy brak. Sprawa tragedii na A1 wraca na salę sądową

Autor: w dniu 2026-01-14

Nie będzie porozumienia między Sebastianem M. a rodzinami ofiar śmiertelnego wypadku na autostradzie A1. Mediacje, które miały być próbą zakończenia sporu poza wyrokiem sądu, zostały definitywnie przerwane pod koniec listopada ubiegłego roku. Dokumenty wróciły już do Sądu Rejonowego w Piotrkowie Trybunalskim, a sam oskarżony od tamtej pory zerwał kontakt zarówno z pełnomocnikiem, jak i bliskimi pokrzywdzonych. We wrześniu 2023 r. w wypadku, którego sprawcą według prokuratury był Sebastian M., zginęła trzyosobowa rodzina z Myszkowa wracająca z wakacji nad morzem. Martyna, Patryk i ich pięcioletni syn Oliwier nie mieli żadnych szans. Zostali uwięzieni w płonącym aucie.

Prokuratura od początku była przeciw

Śledczy nie ukrywali sceptycyzmu wobec mediacji. Dla Sebastiana M. była to ostatnia realna możliwość złagodzenia przyszłej kary. Zdaniem prokuratury oskarżony pędził bmw z prędkością przekraczającą 300 km/h i to właśnie nadmierna prędkość doprowadziła do tragedii. Grozi mu do 8 lat więzienia.

— Postawa oskarżonego nie wskazywała, żeby mediacje zakończyły się powodzeniem. Oskarżonemu chodziło wyłącznie o wykazanie pozorów skruchy — ocenia prokurator Aleksander Duda, autor aktu oskarżenia.

Rodziny dały szansę, ale się wycofały

Wniosek o mediację złożyła obrończyni Sebastiana M., mecenas Katarzyna Hebda, gdy ruszył proces. Bliscy ofiar zgodzili się na rozmowy, co – jak podkreślał ich pełnomocnik mecenas Łukasz Kowalski – było dużym ustępstwem z ich strony. Jak ustalił "Fakt", doszło do jednego bezpośredniego spotkania rodzin. Kolejne kontakty odbywały się już wyłącznie przez prawników. Postępów jednak nie było, a projekt porozumienia nigdy nie powstał, mimo że obrona przekonywała media o pozytywnym przebiegu mediacji. Dziś zarówno pełnomocnik, jak i rodziny nie chcą wracać do tego etapu sprawy. Obowiązuje ich tajemnica mediacyjna.

Sądowe emocje i granica wytrzymałości

Początkowo rodziny ofiar nie uczestniczyły w rozprawach. Gdy rozpoczęły się mediacje, same zdecydowały, że będą śledzić proces. Z czasem stało się to dla nich zbyt obciążające. Słowa i zachowanie oskarżonego na sali rozpraw wywoływały łzy i gniew. Ostatecznie uznano, że dalszy udział w mediacjach jest zbyt bolesny. Tym bardziej że Sebastian M. konsekwentnie nie przyznaje się do spowodowania wypadku i całą winę przerzuca na nieżyjącego kierowcę kii, w którą uderzyło jego bmw.

Przeprosiny bez przyznania winy

Jednym z warunków mediacji miało być publiczne przyznanie się do odpowiedzialności. Do tego jednak nie doszło. Sebastian M. przeprosił jedynie "za to, co się stało", nie mówiąc wprost, że był sprawcą tragedii. Rodziny nie przyjęły tych słów. Oskarżony odczytał przygotowane przeprosiny z kartki, po czym teatralnie otarł oczy chusteczką. Padły łzy, ale nie padło przyznanie się do winy. Było to – podkreśla "Fakt" – w pełni zgodne z jego linią obrony. Na kolejnych rozprawach skrucha całkowicie zniknęła. Ku zaskoczeniu bliskich ofiar Sebastian M. złożył nawet wniosek o uchylenie aresztu tymczasowego przed świętami Bożego Narodzenia, powołując się na stan zdrowia po operacji biodra. Sąd nie uwzględnił argumentów obrony i przedłużył areszt do 26 maja 2026 r.

Symboliczne kwoty i brak zgody

Jak ustalił "Fakt", kością niezgody były także pieniądze. Oskarżony miał zawrzeć osobne porozumienia z pięcioma osobami pokrzywdzonymi – rodzicami Martyny i Patryka oraz bratem Martyny. Łączne kwoty mogły sięgnąć kilku milionów złotych. Rodzina Sebastiana M. nie była gotowa na tak wysokie zadośćuczynienia, zwłaszcza że oskarżony nie przyznaje się do winy. Nieoficjalnie propozycje miały być symboliczne.

— Za zabitego psa płacą więcej — mówi "Faktowi" osoba znająca kulisy sprawy.

Co istotne, pokrzywdzeni nie chcieli pieniędzy dla siebie. Środki miały zostać przekazane na cele charytatywne.

Proces toczy się dalej

Mediacje zakończyły się fiaskiem, ale proces nie został wstrzymany. Sąd przesłuchuje kolejnych świadków, których zeznania potwierdzają ustalenia prokuratury. Postawa oskarżonego z okresu mediacji może mieć znaczenie przy wymiarze kary.

Sebastian M. nadal utrzymuje, że winę ponosi kierowca kii. Na poparcie tej tezy powołał prywatnego biegłego. W lutym sąd zdecyduje, czy dopuści te wnioski dowodowe.

Źródło: Fakt