Katastrofa MTK. Mija 20 lat od tych tragicznych zdarzeń

Autor: w dniu 2026-01-28

Mija 20 lat od największej katastrofy budowlanej w powojennej Polsce. 28 stycznia 2006 roku zawaliła się hala wystawowa Międzynarodowych Targów Katowickich. Pod zwałami elementów konstrukcyjnych życie straciło 65 osób, a ponad 170 zostało rannych.

Sekundy, które zamieniły wystawę w dramat

Pełna ludzi hala Międzynarodowych Targów Katowickich w jednej chwili stała się miejscem katastrofy. Podczas ogólnopolskiej wystawy gołębi pocztowych zawalił się dach. Zginęło 65 osób, ponad 170 zostało rannych. W środku było około 700 uczestników wydarzenia. 28 stycznia mija dokładnie 20 lat od tych wydarzeń, które do dziś dla wielu pozostają żywą raną.

– Gdy cierpią ludzie, nie ma takiej akcji ratowniczej, którą można byłoby oceniać w kategoriach sukcesu – mówił w rozmowie z PAP nadbryg. Janusz Skulich, dowódca akcji ratowniczej.

Fot. KWP PSP Katowice

Największa katastrofa budowlana we współczesnej historii kraju

Zawalenie hali MTK uznawane jest za największą katastrofę budowlaną w powojennej Polsce. Gdy konstrukcja dachu runęła, w obiekcie trwała wystawa "Gołąb 2006". Kilka godzin wcześniej w hali było nawet 2–3 tysiące osób, jednak część z nich opuściła teren przed godziną 17.

– Kilka godzin przed katastrofą w hali było 2-3 tys. ludzi, ale tego dnia odbywały się zawody pucharu świata, Małysz skakał, dlatego wiele osób opuściło halę jeszcze przed 17 – wspomina Skulich.

Pierwszy sygnał i szybka decyzja o wyjeździe

Dowodzący akcją ratowniczą nadbryg. Skulich wspomina, że informacja o zawaleniu się hali nie była dla niego szokiem.

– Tego dnia skorzystałem z zaproszenia jednej z jednostek OSP w Jaworznie i uczestniczyłem w zebraniu z ochotnikami. Tam otrzymałem telefon od oficera dyżurnego, że doszło do takiej "awarii". Przerwałem zajęcia i pojechałem na miejsce, byłem tam przed godziną 18 – relacjonuje.

Jak podkreśla, trudne warunki atmosferyczne sprawiały, że podobne zdarzenia zdarzały się wcześniej w różnych częściach świata.

Setki ludzi pod zwałami i niepewność, ilu da się uratować

Po przybyciu służb jasne było jedno – pod konstrukcją mogą znajdować się setki osób. Część zdołała wydostać się samodzielnie, jednak nikt nie znał dokładnej liczby uwięzionych.

– W porównaniu do działań związanych z powodzią czy dużymi pożarami lasu taka powierzchnia jest skromna, ale tutaj, na tym hektarze – jak szacowaliśmy – było kilkaset osób – mówi Skulich.

Służby przygotowywały się na pomoc dla około 150 poszkodowanych. To oznaczało konieczność uruchomienia dziesiątek karetek i wielu szpitali.

– Że będzie potrzeba nie pięciu, ale przynajmniej 50 karetek, że jeden szpital nie zdoła udzielić pomocy poszkodowanym – wylicza dowódca akcji, wskazując na kluczową rolę Wojewódzkiego Centrum Koordynacji Ratownictwa Medycznego.

Ostatnią żywą osobę wydobyto spod gruzów około godziny 22.

Fot. KW PSP Katowice

Ratowanie ludzi na niestabilnej konstrukcji

Akcja prowadzona była w skrajnie niebezpiecznych warunkach. Ratownicy poruszali się po zawalonym dachu, świadomi, że każdy ruch może pogorszyć sytuację.

– Ratownicy poruszali się po tej konstrukcji, zdając sobie sprawę, że mogą wręcz zaszkodzić poszkodowanym, zwiększając obciążenie – mówi Skulich.

Z czasem liczba odnajdywanych żywych malała, a emocje zaczynały dochodzić do głosu.

– Potem nadchodzi przerwa na odpoczynek i wtedy pojawiają się gwałtowne emocje – dodaje, podkreślając znaczenie obecności psychologów na miejscu akcji.

Tłum, presja i kamery skierowane na ratowników

Wokół hali szybko zebrały się osoby, które wcześniej w niej przebywały, a także rodziny poszkodowanych. Część próbowała wracać do środka.

– Niektórzy chcieli wrócić do hali, by pomagać ofiarom albo zabrać zostawione w niej rzeczy. Trzeba było ich powstrzymywać – wspomina Skulich.

Dochodziła też presja ze strony tłumu i mediów.

– Innym elementem presji psychicznej były kamery telewizyjne i świadomość, że cały świat patrzył nam na ręce podczas bezpośredniej transmisji – mówi.

"To jeden z moich największych błędów"

Dowódca akcji po latach otwarcie mówi o decyzji, która do dziś go obciąża.

– Wyłączenie tej części hali z działań ratowniczych dopiero rankiem w niedzielę to jeden z moich największych błędów, który na szczęście nie przyniósł żadnych tragicznych konsekwencji – przyznaje.

Część dachu, która pozostała po katastrofie, zawaliła się kilka dni później, gdy ratowników nie było już na miejscu.

Kto odpowiadał za tragedię w Katowicach?

Pierwsze zatrzymania nastąpiły w lutym 2006 roku. Zarzuty usłyszeli członkowie zarządu MTK oraz dyrektor techniczny. Kilka miesięcy później zatrzymano projektantów hali. Na wyrok trzeba było czekać aż do czerwca 2016 roku. Po siedmiu latach procesu i ponad 200 rozpraw zapadły wyroki skazujące m.in. wobec projektanta wykonawczego hali, rzeczoznawcy budowlanego, członków zarządu MTK oraz inspektora nadzoru budowlanego.

Ogrom akcji ratowniczej i skala pomocy

Poszkodowani trafili do szpitali w całej aglomeracji śląskiej. W akcji uczestniczyło ponad 100 zastępów PSP, ratownicy górniczy, zespoły medyczne, policjanci, żołnierze, GOPR, ratownicy PCK, Maltańskiej Służby Medycznej i grupy z psami ratowniczymi. Łącznie w działaniach brało udział ponad 1,3 tys. ratowników.

Katastrofa pochłonęła 65 ofiar śmiertelnych i pozostawiła trwały ślad nie tylko w historii kraju, ale też w życiu ludzi, którzy przez wiele dni walczyli pod gruzami hali MTK.