Mecz Polska – Nowa Zelandia. Biało-Czerwoni wyszarpali zwycięstwo
Autor: Andrzej Zazgórnik w dniu 2025-10-10
Spotkanie Polski z Nową Zelandią trudno nazwać widowiskiem. W deszczowej aurze i przy ospałym tempie gry najjaśniejszym punktem był gol Piotra Zielińskiego. Resztę najlepiej jak najszybciej zapomnieć i skupić się na niedzielnym meczu z Litwą, który zadecyduje o punktach w eliminacjach do mistrzostw świata.
Mecz Polska – Nowa Zelandia. Nowy etap pod wodzą Jana Urbana
Po remisie z Holandią i wygranej z Finlandią przyszedł czas na pierwszy sparing kadry prowadzonej przez Jana Urbana. Rywal z wysokiej półki – Nowa Zelandia, już pewna gry na mundialu. Trener zgodnie z zapowiedzią przemeblował skład: w bramce stanął Bartłomiej Drągowski, w obronie zadebiutował Jan Ziółkowski, a w środku pola pojawili się Michał Skóraś i Kacper Kozłowski. Z przodu grał Krzysztof Piątek, a kapitanem został Piotr Zieliński.
Trudne początki i brak zgrania
Od pierwszych minut było widać, że nowa jedenastka nie jest jeszcze zgrana. Nowozelandczycy grali agresywnie, wysoko podchodząc pod nasze pole karne. W 9. minucie Zieliński wpadł w szesnastkę, ale trafił w boczną siatkę. Chwilę później kontratak gości zakończył się dobrą interwencją Drągowskiego. Polacy próbowali też z dystansu – Skóraś uderzył mocno, lecz również niecelnie. I to właściwie tyle, jeśli chodzi o ofensywę w pierwszej połowie.
Pierwsza połowa do zapomnienia
Z każdą minutą gra Polaków wyglądała coraz gorzej. Brakowało dokładności, piłkarze gubili się przy wyprowadzaniu akcji, a rywale coraz śmielej testowali naszą obronę. Komentator Mateusz Borek w TVP Sport nie owijał w bawełnę – uznał, że pierwsza połowa zakończyła się w idealnym momencie dla Polaków, bo dalej mogło być tylko gorzej.
– Nie lubię mówić konkretnie o danym zawodniku, ale na pewno jedni zaprezentowali się lepiej, inni trochę gorzej. Patrzyłem na spotkanie pod względem płynności gry. Mimo że było sporo strzałów z obu stron, to gra była szarpana. Wiedziałem, że przy tylu zmianach może tak być, tym bardziej, kiedy oba zespoły w czasie meczu przeprowadzają kolejne roszady. Niezrozumienia jest wtedy zbyt wiele. Był dobry początek drugiej połowy, podobała mi się postawa Michała Skórasia, który potwierdził dyspozycję z klubu – mówił na pomeczowej konferencji Jan Urban, selekcjoner polskiej reprezentacji.
Przebudzenie po przerwie
Po zmianie stron Urban wprowadził czterech nowych zawodników – Grabara zastąpił Drągowskiego, Kiwior pojawił się za Wiśniewskiego, a w ofensywie weszli Wszołek i Świderski. Już po czterech minutach dało to efekt. Zieliński odegrał do Wszołka, dostał piłkę z powrotem i kapitalnym strzałem pod poprzeczkę dał Polsce prowadzenie 1:0. Borek skomentował to krótko: "Don Pietro! Ale nas zaczarowałeś!".
Nerwówka do końca
Nowa Zelandia jednak nie odpuściła. Singh w 59. minucie był bliski wyrównania, a Garbett ostro zaatakował Ziółkowskiego, który po chwili wrócił na boisko. Po zejściu Zielińskiego tempo gry znowu siadło. Piątek próbował z dystansu, ale bez efektu. W końcówce zadebiutował Arkadiusz Pyrka, lecz spotkanie zamieniło się w typową kopaninę. Goście szukali okazji po stałych fragmentach, Polacy bronili się głęboko, a kibice na trybunach coraz częściej zerkali na zegarki.
- Fot. Daniel Sobociński
- Fot. Daniel Sobociński
- Fot. Daniel Sobociński
- Fot. Daniel Sobociński
- Fot. Daniel Sobociński
- Fot. Daniel Sobociński
- Fot. Daniel Sobociński
- Fot. Daniel Sobociński
- Fot. Daniel Sobociński
- Fot. Daniel Sobociński
Zwycięstwo, o którym szybko zapomnimy
Ostatecznie Polska wygrała 1:0. Wynik cieszy, gra – niekoniecznie. Trudno jednak oczekiwać płynności, gdy Urban testował nowy skład i szukał rozwiązań na przyszłość. Teraz czas na poważniejsze granie – w niedzielę o 20:45 Biało-Czerwoni zagrają na wyjeździe z Litwą w eliminacjach mistrzostw świata.
Źródło: sport.pl
Fot. Daniel Sobociński









