Otworzył klub w trakcie pandemii koronawirusa. Sąd ogłosił dziś wyrok

Autor: w dniu 2025-07-30

Sąd Okręgowy w Rybniku oczyścił Marcina Kozę z zarzutu sprowadzenia zagrożenia dla życia i zdrowia wielu osób. Sprawa dotyczyła otwarcia przez niego klubu Face2Face w Rybniku w czasie obowiązywania restrykcji pandemicznych.

Właściciel klubu (który zgodził się na ujawnienie pełnych danych osobowych oraz wizerunku) stanął przed sądem w związku z decyzją o uruchomieniu lokalu w okresie obowiązywania zakazu prowadzenia działalności rozrywkowej. Sprawą zajęła się policja, a prokuratura zarzuciła mu stworzenie zagrożenia "w szczególnie niebezpiecznych okolicznościach".

Koza stanowczo odrzucał stawiane mu zarzuty, wskazując na niekonstytucyjność przepisów pandemicznych i ich wybiórcze stosowanie – jako przykład podając m.in. sylwestrową imprezę zorganizowaną przez TVP, na którą miało przybyć około 2500 osób. Przekonywał również, że w jego klubie wdrożono środki zapobiegające zakażeniom. Groziło mu do 8 lat więzienia. W procesie zeznawali m.in. interweniujący funkcjonariusze, przedstawiciele instytucji oraz sam oskarżony.

Wyrok: uniewinnienie i zwrot kosztów adwokackich

Sąd w Rybniku uznał, że zarzuty nie znalazły potwierdzenia w zebranym materiale dowodowym. Marcin Koza został uniewinniony, a Skarb Państwa ma obowiązek zwrócić mu poniesione koszty obrony. Gdy ogłaszano wyrok, Koza zasłonił twarz dłońmi i uśmiechnął się, a zgromadzona publiczność nagrodziła decyzję brawami.

"Ta sprawa jest nietypowa i wymaga szczegółowej analizy jej okoliczności" – zaznaczyła w ustnym uzasadnieniu sędzia Barbara Wajerowska-Oniszczuk.

Podkreśliła również, że chociaż sąd dostrzegł argumentację obrony dotyczącą wadliwości i niekonstytucyjności przepisów obowiązujących w czasie pandemii, to nie miało to kluczowego znaczenia dla oceny zarzutu:

"Sąd zdaje sobie sprawę z powagi sytuacji w okresie pandemii i roli, jaką w tym okresie odgrywała dyscyplina społeczna związana z koniecznością przestrzegania zasad i obostrzeń celem unikania rozszerzania się pandemii. Nie zwalnia to jednak sądu z obowiązku badania, czy działania oskarżonego, niestety niestosującego się do tych zasad, wypełniły przesłanki artykułu 165 kodeksu karnego" – powiedziała Wajerowska-Oniszczuk.

Sąd: brak dowodów na zagrożenie epidemiologiczne

Kluczowe w sprawie okazało się ustalenie, czy doszło do realnego zagrożenia zdrowia i życia ludzi.

"Aby uznać, że doszło do zarzucanego oskarżonemu przestępstwa, oskarżyciel publiczny musiałby wykazać, że w okresie objętym zarzutem, a więc od 23 stycznia 2021 do 5 lutego 2021 na terenie jego dyskoteki Face2Face, wskutek zorganizowanej przez niego wbrew zakazowi imprezy znajduje się osoba z aktywnym wirusem. Bo tylko takie ustalenia mogły prowadzić do badania dalszej odpowiedzialności karnej Marcina Kozy" – wskazała sędzia.

Zaznaczyła też, że prokuratura nie udowodniła obecności osoby zakażonej podczas wydarzeń w klubie. Wśród 224 uczestników imprezy nie potwierdzono przypadków zachorowań, a w momencie interwencji policji nie przeprowadzono testów przesiewowych.

Choć – jak zauważono – goście nie przestrzegali wówczas zasad sanitarnych (nie zakrywali ust i nosa, nie zachowywali dystansu, temperatura nie była mierzona), to brak przesłanek, że którykolwiek z uczestników był nosicielem wirusa. Sędzia przypomniała:

"Te trzy elementy muszą występować łącznie. Wyeliminowanie chociaż jednego z wymierzonych wyżej elementów procesu epidemiologicznego prowadzi do przerwania transmisji zakażenia i uniemożliwia szerzenie się danej choroby zakaźnej".

Zarówno opinie biegłych, jak i zeznania świadków nie wskazały jednoznacznie, że podczas działalności klubu doszło do transmisji wirusa. Nawet funkcjonariusze zakażeni po czasie nie łączyli tego z pobytem w Face2Face.

Dodatkowo zaznaczono, że w styczniu 2021 roku liczba zakażeń w powiecie rybnickim była na spadkowym poziomie, a otwarcie klubu nie korelowało ze wzrostem zachorowań. Dodatkowo prokurator podkreślił, że zachowanie właściciela klubu nie stwarzało realnego zagrożenia szerzenia się choroby zakaźnej. Oznacza to również, że działanie Kozy nie sprowadziło niebezpieczeństwa dla zdrowia i życia ludzi, stąd też – podkreśliła sędzia Wajerowska-Oniszczuk – decyzja sądu o uniewinnieniu.

Źródło: media