Potężny pożar w Gliwicach. Radny ma pretensje do władz miasta
Autor: Andrzej Zazgórnik w dniu 2026-05-04
Heroiczna walka strażaków z pożarem, do którego doszło na terenie Gliwic, elektryzowała w niedzielny wieczór setki komentatorów. W działaniach wzięło udział ponad siedemdziesiąt strażackich zastępów. Jeden z gliwickich radnych ma pretensje do władz miasta.
Pożar na terenie fabryki drutu w Gliwicach. Radny ma pretensje
Zgłoszenie dotyczące pożaru hali w trakcie rozbiórki na terenie byłej fabryki drutu wpłynęło do służb trzeciego maja o 19:32. Na ulicę Stanisława Dubois w Gliwicach wysłano wiele strażackich zastępów. W kulminacyjnym momencie akcji brało w niej udział, informuje Wojewódzkie Centrum Zarządzania Kryzysowego w Katowicach, 75 jednostek straży pożarnej – 55 zastępów Państwowej Straży Pożarnej, czyli łącznie 154 strażaków oraz 20 zastępów OSP , tj. 103 strażaków. Wiadomo, że przyrządy grupy chemicznej nie wykazały zagrożenia atmosfery i nikt nie został poszkodowany. Sytuację na miejscu zdarzenia opanowano o 2:10. Wiadomo, że dziś o 11.00 na miejscu pracuje jeszcze 13 zastępów straży pożarnej. Trwa dogaszanie pożaru. Przegrzebywane jest, z użyciem sprzętu budowlanego, gruzowisko po rozebranych halach oraz jego przelewanie wodą, aby zlikwidować wszystkie zarzewia ognia.
Radny ma pretensje do władz
W obliczu działań, które wzbudziły wiele emocji ze strony obserwatorów, którzy chwalą postawę służb, pojawił się głos niezadowolenia. Gliwicki radny Marcin Prokop, który chwalił się tym, że uczestniczył w dostarczaniu wody strażakom, zaznaczył, że obok jednego zagadnienia nie może przejść obojętnie.
"Tam szaleje pożar, płonie prawdopodobnie chemia. Strażacy narażają życie walcząc z kilkudziesięciometrowymi słupami ognia, słychać pomniejsze eksplozje a na wiadukcie nad średnicówką stoi ekipa gapiów. Urządzanie sobie widowiska w takim miejscu to stworzenie zagrożenia dla siebie i działających na miejscu służb. Bo jeżeli coś się wydarzy, to służby medyczne poza strażakami będa miały na głowie rannych gapiów. Pomijam już aspekt wdychania tego co tam się pali, co kto lubi" – napisał w mediach społecznościowych Prokop.
Zwrócił się z pytaniem do prezydent Gliwic Katarzyny Kuczyńskiej-Budki, której wytknął, że nie zdecydowano o tym, by wystosować stosowne komunikaty skierowane do mieszkańców miasta.
"Katarzyna Kuczyńska-Budka prezydentka Gliwic gdzie jest alert RCB, gdzie są komunikaty o nie gromadzenie się dookoła? Co to za narracja, że nie ma zagrożenia dla mieszkańców, skoro nawet podczas gdy ja wyładowywałem wodę z auta słychać było eksplozje, a w linii prostej ok 150m stała dobrze ponad setka ludzi, z telefonami w rękach. Do gapiów, którzy pewnie poczują się urażeni moim wpisem, zastanówcie się chwilę nad sobą, bo służby zamiast skupić się na sprawnym i bezpiecznym przeprowadzeniu działań, muszą brać pod uwagę waszą bezmyślność. Zastanówcie się czy kilka fajnych zdjęć i filmów jest tego warte. Do tego co nie zadziałało odniosę się rano. Z perspektywy studenta Bezpieczeństwa Narodowego, ze specjalizacją zarządzanie kryzysowe. A wesoło nie będzie" – napisał.
"Bardzo kłuje w oczy pisanie głupot i dezynformacji. Ale u was widzę to standard. Pomijając gapiów, bo to oczywiście zagrożenie to skoro był Pan u strażaków to powinien Pan widzieć lub się dowiedzieć, że było tam obecne – specjalistyczne, mobilne laboratorium (samochód Mobilab) z Specjalistycznej Grupy Ratownictwa Chemiczno-Ekologicznego z Katowic. Prowadziło ono na bieżąco pomiary jakości powietrza, a wstępne wyniki nie wykazały zagrożenia dla mieszkańców i to strażacy informowali, że nie ma zagrożenia" – napisał jeden z komentatorów. "Ale to potrzeba alertu, żeby wiedzieć że lepiej trzymać się z daleka od pożaru i to byłych hali fabrycznych?" – napisała jedna z komentatorek.