Proces o szpiegostwo w Sosnowcu. Co wiadomo w sprawie rosyjskich szpiegów?

Autor: w dniu 2026-01-20

W Sądzie Okręgowym w Sosnowcu rozpoczął się proces dwojga obywateli Rosji oskarżonych o działalność szpiegowską na terenie Polski. Igor R. i jego żona Irina R. zostali doprowadzeni na salę rozpraw we wtorek 20 stycznia. Oboje od ubiegłego roku przebywają w areszcie po zatrzymaniu przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

Rozprawa toczy się przy wyłączonej jawności. Sąd uzasadnił tę decyzję względami związanymi z bezpieczeństwem i obronnością państwa. Prowadzony do sali Igor R. miał na sobie – relacjonuje Paweł Pawlik z "Dziennika Zachodniego" – czerwony więzienny drelich i trzymał kartkę z napisami: "Rosja", "Putin" oraz zapisanym cyrylicą hasłem "Ch… wojnie".

Akt oskarżenia i paczka, która wzbudziła alarm

Śledztwo w tej sprawie prowadził śląski wydział Prokuratury Krajowej we współpracy z katowicką delegaturą ABW. Akt oskarżenia trafił do sądu w październiku. Za zgodą sądu zapoznał się z nim "Dziennik Zachodni". Kluczowym wątkiem sprawy jest przesyłka, którą 24 lipca 2024 roku ujawniono w magazynie jednej z firm kurierskich w województwie łódzkim. Paczka była uszkodzona, a jej zawartość natychmiast wzbudziła podejrzenia pracowników. Na miejsce wezwano policyjnych techników i pirotechników. W środku znaleziono m.in. pojemnik z cieczą, termos, markery oraz powerbank. Eksperci rozpoznali w cieczy materiał wybuchowy – nitroglikol. W markerach ukryto dwa wojskowe zapalniki produkcji radzieckiej z lat 80., a w termosie zamontowano miedzianą wkładkę wzmacniającą siłę eksplozji. Zdaniem biegłego była to tzw. bomba kumulacyjna. "Efekt wybuchu takiego urządzenia może spowodować znaczne uszkodzenia, np. w infrastrukturze krytycznej, przebijając zbiorniki wrażliwych paliw, stropy budynków lub konstrukcji stalowych" – czytamy w opinii eksperta dołączonej do aktu oskarżenia.

Nadawca: Igor R. Mieszkał w Polsce od dwóch lat

Ustalono, że paczka została nadana kilkanaście dni wcześniej w paczkomacie, a jako nadawca figurował Igor R. On i jego żona od ponad dwóch lat mieszkali w Polsce. Przyjechali po rosyjskiej napaści na Ukrainę w ramach programu wspieranego przez polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Przedstawiali się jako przeciwnicy reżimu Władimira Putina. Igor R. miał wcześniej działać w strukturach związanych z Aleksiejem Nawalnym. Oboje zostali zakwalifikowani do programu Narodowej Agencji Wymiany Akademickiej, skierowanego do studentów z Federacji Rosyjskiej.

Studia w Katowicach i życie w akademiku

Po przyjeździe rozpoczęli naukę na Uniwersytecie Śląskim. Jak przekazał "Dziennikowi Zachodniemu" rzecznik uczelni Jacek Szymik-Kozaczko, Irina i Igor R. ukończyli kurs przygotowawczy dla cudzoziemców. Zamieszkali w akademiku w Sosnowcu i pobierali stypendia. Według informacji "Rzeczpospolitej" łącznie otrzymali w ciągu dwóch lat blisko 72 tys. zł. Studiów jednak nie ukończyli. Igor R. sam zrezygnował po pierwszym semestrze z kierunku komunikacja promocyjna i kryzysowa, a z informatyki został skreślony za brak zaliczeń. Irina R. zrezygnowała z zarządzania zasobami ludzkimi po pierwszym roku, a z filologii wschodniosłowiańskiej została skreślona po niezaliczeniu semestru.

Status uchodźców i zatrzymanie

Na początku 2024 roku Igorowi i Irinie R. przyznano w Polsce status uchodźcy. Wcześniej, jak wynika z procedur, byli sprawdzani przez Straż Graniczną, ABW i policję pod kątem zagrożenia dla bezpieczeństwa państwa. Igor R. został zatrzymany 29 lipca 2024 roku.

"Prezent", który okazał się bombą

Według prokuratury Igor R. brał udział w nadaniu i zleceniu odbioru paczki zawierającej materiały wybuchowe, działając w porozumieniu z dwojgiem obywateli Ukrainy oraz jednym Rosjaninem. Oskarżony twierdzi, że nie wiedział, co znajduje się w przesyłce, i określał jej zawartość jako "prezenty". Jednocześnie, jak wynika z aktu oskarżenia, szczegółowo opisał okoliczności nadania paczki i prób jej odebrania. Z jego wyjaśnień wynika, że o pomoc poprosił go znajomy Rosjanin Emil G., który również przedstawiał się jako opozycjonista. Po zatrzymaniu Igora R. mężczyzna miał wyjechać do Rosji. Paczka miała trafić do Polski samochodem z Ukrainy. Na miejscu nadała ją Ukrainka Kristina S., która poprosiła Igora R. o wydrukowanie etykiety. To dlatego jego dane znalazły się na przesyłce.

Wyrok dla Ukrainki

Sprawa Kristiny S. była prowadzona oddzielnie. Kobieta spędziła w areszcie 10 miesięcy. Jak informowała Prokuratura Krajowa, 21 sierpnia 2025 roku Sąd Rejonowy w Piotrkowie Trybunalskim wydał wobec niej wyrok skazujący.

Wirtualna Polska opisywała ją jako 30-letnią modelkę z Odessy, która nie miała świadomości, co przewozi. Sąd uznał, że "wskazując organizatora akcji przesłania bomby, zasługuje na złagodzenie kary". Ostatecznie "wymierzono jej grzywnę w wysokości 608 stawek dziennych po 30 zł (ponad 18 tys. zł). Po odliczeniu okresu tymczasowego aresztowania, który odpowiadał 404 stawkom, skazana musi zapłacić 6,1 tys. zł".

Igor R.: "od 2020 roku współpracowałem z FSB"

Z aktu oskarżenia, który analizował "Dziennik Zachodni", wynika, że Igor R. podczas przesłuchań przyznał się do współpracy z rosyjskim wywiadem. Miał działać dla Federalnej Służby Bezpieczeństwa od 2020 roku, używać pseudonimu i kontaktować się z prowadzącym za pomocą telefonu z jednym zapisanym numerem. Twierdził, że początkowo był zmuszany do współpracy, a gdy "współpraca weszła na wyższy poziom", zaczął otrzymywać pieniądze. Po przyjeździe do Polski nadal miał prowadzić działania szpiegowskie. Śledczy ustalili, że od lutego do lipca 2022 roku zbierał informacje o rosyjskich studentach, opozycjonistach przebywających w Polsce oraz o instytucjach i osobach pomagających rosyjskiej opozycji, w tym o pracownikach polskiego MSZ.

Pendrive i wyjazd do Rosji

Zeznania Igora R. obciążyły jego żonę. Mężczyzna przyznał, że zgromadzone dane zapisał na pendrive i przekazał go Irinie R., która pod koniec lipca 2022 roku pojechała do Rosji. Jej zadaniem miało być przekazanie nośnika funkcjonariuszom FSB. Irina R. została zatrzymana 13 listopada 2024 roku.

Irina R. wiedziała o współpracy męża

Z aktu oskarżenia wynika, że Irina R. potwierdziła, iż miała świadomość współpracy męża z rosyjskim wywiadem. Wiedziała, że przekazywał informacje m.in. z konferencji. Twierdzi jednak, że sama nie była agentką FSB. W Polsce utrzymywała się ze stypendium i pracowała jako stylistka paznokci.

Wirtualna Polska podała, że podczas kursu języka polskiego dowiedziała się o zdradzie męża. W prywatnych rozmowach z innymi rosyjskimi emigrantami miała ujawniać, że Igor R. współpracuje z oficerem FSB.

Dwie wersje tej samej historii

W sprawie pendrive'a Igor i Irina R. przedstawili odmienne relacje. Kobieta twierdzi, że miała wysłać nośnik paczkomatem z Rosji, a gdy przesyłka nie dotarła, próbowała skontaktować się z oficerem FSB za pomocą telefonu z jednym numerem. Po nieudanej próbie odebrała paczkę, ale nie pamięta, co się z nią stało.

Igor R. zeznał natomiast, że przekazał żonie pendrive celowo, aby ją "zabezpieczyć, gdyby wzięli ją za zakładnika", a zawarte na nim dane miały być "bezpieczne". Według niego Irina nośnik zgubiła.

Zarzuty i możliwa kara

Prokuratura uznała za wiarygodną wersję Iriny R. i postawiła jej zarzut działań zmierzających do przekazania zaszyfrowanych danych FSB. Igor R. odpowiada natomiast za udział w działalności rosyjskiego wywiadu, przekazywanie informacji mogących zaszkodzić Polsce oraz udział w nadaniu paczki z materiałami wybuchowymi.

Obojgu grozi od 3 do 15 lat więzienia.

ABW poinformowała, że śledztwo nadal trwa wobec dwóch pozostałych osób związanych z nadaniem przesyłki, w której ujawniono materiały wybuchowe.

Źródło: Dziennik Zachodni/Rzeczpospolita/WP