Sześć pustych krzeseł. Eksperci debatowali o cieple dla Piekar, przeciwnicy spalarni zostali w internecie
Autor: Artykuł sponsorowany w dniu 2026-10-27
Pięciu naukowców i praktyków na sali, szósta online z Krakowa, ponad dwie godziny pytań bez slajdów i taryfy ulgowej. Naprzeciwko – stół z sześcioma miejscami dla przeciwników i ich ekspertów. Wszystkie puste. Debata z 22 października w Spółdzielczym Domu Kultury pokazała, kto jest gotów bronić swoich tez w otwartej dyskusji, a kto woli mity i strach w internecie. A stawka jest poważna: nie tylko przyszłość systemu ciepłowniczego, ale rachunki za ogrzewanie 70 procent mieszkań w mieście i jakość życia tysięcy ludzi mieszkających obok ciepłowni.
Przeciwnicy nie przyszli
Zaproszenie do udziału i wskazania własnych ekspertów otrzymały komitet "Ocalmy Piekary" oraz Stowarzyszenie "Aktywni dla Piekar". W odpowiedzi Komitet zakwestionował formułę, pytania i organizatora. Stowarzyszenie natomiast uznało, że debata "zbyt mocno koncentruje się na ogólnych zagadnieniach związanych z funkcjonowaniem spalarni". Żadna z organizacji nie wskazała ani jednego eksperta.
Po drugiej stronie panelu zasiedli: prof. Krzysztof Pikoń (Politechnika Śląska, gospodarka odpadami i energetyka), dr inż. Aleksander Sobolewski (Instytut Technologii Paliw i Energii w Zabrzu), Andrzej Wiszniewski (prezes Narodowej Agencji Poszanowania Energii), dr inż. Ewa Łojan-Tomal (Urząd Marszałkowski Województwa Małopolskiego, pozwolenia zintegrowane i kontrola instalacji), dr n. med. Elżbieta Sochacka-Tatara (Uniwersytet Jagielloński – Collegium Medicum, Katedra Epidemiologii i Medycyny Zapobiegawczej) oraz Marcin Gałan (MZGOK Konin, kierownik inwestycji i rozwoju w spółce, która od lat eksploatuje działającą spalarnię komunalną).
Debatę prowadził dziennikarz Grzegorz Gajda. Przed każdym pytaniem odczytywał stanowisko przeciwników z ich publikacji, strony internetowej i spotkania z 7 sierpnia. – Debata to szansa na przedstawienie i obronę swoich argumentów, ale nikt nie ma obowiązku z tej szansy skorzystać – skomentował.
– Ktoś to musi powiedzieć: szkoda, że ta druga ława jest pusta. Z oponentami dyskusja byłaby zupełnie inna – nie krył żalu dr inż. Aleksander Sobolewski, dyrektor Instytutu Technologii Paliw i Energii w Zabrzu.
Czym ogrzać miasto po węglu
Punkt wyjścia był jeden: trzy ciepłownie węglowe: Julian, Ziętek i Andaluzja muszą zostać zastąpione. Od 2028 r. zaostrzają się unijne wymogi dla efektywnych systemów ciepłowniczych, rosną koszty emisji CO₂, zbliża się limit węgla.
Przeciwnicy w swoich wypowiedziach wskazują, że ciepłownictwo można zmieniać w oparciu o pompy ciepła, geotermię, biogaz i odzysk ciepła. – Na dzisiaj nie znam dużego systemu ciepłowniczego, który działałby bez instalacji spalania – odpowiedział Andrzej Wiszniewski, prezes Narodowej Agencji Poszanowania Energii. – Nasze sieci pracują na 120-130 stopniach, wielkoskalowe pompy ciepła dają maksymalnie 85-90. Geotermia wymaga wód, których w Piekarach nie ma. Biogazownia w zabudowanym mieście to zapach i hektary terenu.
Dr Sobolewski dodał, że pytać trzeba nie o to, co możliwe, tylko co dostępne – technologicznie, skalowo i kosztowo. Zapisy w krajowych strategiach, że produkcja ciepła z pomp ciepła "ma wzrosnąć" trzydzieści razy, nazwał stwierdzeniami politycznymi: – Kto na to daje pieniądze? Kto ma to zrobić? Dla mieszkańców Piekar to nic nie znaczy.
Alternatywa, o której się nie mówi
Jeśli radni odrzucą zmianę planu dla ul. Granicznej, MPEC nie zostawi miasta bez ciepła. Wróci do przebudowy istniejących ciepłowni w środku miasta na elektrociepłownie opalane biomasą i gazem, z silnikami do produkcji energii elektrycznej. Dla tysięcy mieszkańców osiedli wokół Ziętka, Juliana i Andaluzji oznacza to uciążliwości, których dziś nie znają: zwiększony transport, odór biomasy i hałas pracujących agregatów.
Eksperci nie zostawili złudzeń również co do ekonomii. – Zasoby biomasy do celów energetycznych właściwie się skończyły, a Narodowy Fundusz wycofuje się z dofinansowania nowych inwestycji na biomasę leśną. Ceny gazu są nieprzewidywalne – mówił Andrzej Wiszniewski. – Paliwo dostępne na miejscu daje większą pewność niż importowane.
Dr Sobolewski: – W tym roku ponad pół miliona ton dobrego paliwa RDF wyjeżdża z Polski. Wywozimy je za granicę na własny koszt i dopłacamy sto euro za tonę. Trzeba być idiotą, żeby komuś dostarczać dobre paliwo i jeszcze za to płacić.
Spalarnia czy komin węglowy
Przeciwnicy straszą "540 tonami zanieczyszczeń" i kręgiem skażenia na mapce. – Zdecydowanie najgorsze w tym łańcuchu jest domowe palenisko węglowe. Drugie – ciepłownia węglowa, zwłaszcza stara. Spalarnia daje najmniejszą emisję – uporządkował Sobolewski. – Emisja ze spalarni o takiej samej mocy jak dzisiejsze ciepłownie w waszym mieście będzie dużo niższa.
Marcin Galan, kierownik inwestycji w MZGOK Konin, który od dekady kieruje działającą spalarnią, mówił o praktyce: WIOŚ widzi parametry online 24 godziny na dobę, instalacja ma prawo pracować na przekroczeniach najwyżej 60 godzin w roku, a odpady podaje się dopiero po osiągnięciu 850 stopni. Prof. Krzysztof Pikoń z Politechniki Śląskiej wozi studentów do spalarni: – Pierwsze pytanie kilometr przed bramą brzmi: czy coś czujecie? Nikt nic nie czuje.
Zdrowie bez emocji
Najtrudniejszy blok wzięła na siebie dr n. med. Elżbieta Sochacka-Tatara, epidemiolog z Collegium Medicum UJ. – W świetle obecnej wiedzy nie mamy potwierdzenia, by taki związek istniał – mówiła o raku i wadach wrodzonych wokół spalarni. Badania cytowane przez przeciwników dotyczą instalacji z lat 60.-80., które przez dekady pracowały bez oczyszczania spalin. – Żaden związek chemiczny nie ma metki, skąd pochodzi. Głównym źródłem dioksyn w organizmie jest dieta.
Podała też skalę: w przeliczeniu na tę samą masę paliwa domowe palenisko emituje od 180 do 1800 razy więcej dioksyn niż nowoczesna spalarnia, a przy spalaniu śmieci w piecu – nawet 180 tysięcy razy więcej. Dr inż. Elżbieta Łojan-Tomal z Urzędu Marszałkowskiego w Krakowie dodała, że po dziesięciu latach pracy krakowskiej spalarni nie ma danych o wzroście zachorowań na raka.
Sobolewski był ostrzejszy: – Ludzie mają prawo się bać. Ale podsycanie tego strachu i robienie histerii jest niemoralne.
O czym naprawdę zdecydują radni
Pytanie kluczowe zadał prowadzący: czy zmiana planu przesądza o budowie? – Oczywiście, że nie – odpowiedziała dr Łojan-Tomal, która na co dzień wydaje pozwolenia zintegrowane. – Daje jedynie możliwość rozpoczęcia oceny oddziaływania na środowisko. Bez niej organ odrzuci wniosek formalnie i żadnych analiz nie będzie. Potem są konsultacje i kolejne decyzje – każdą można zaskarżyć.
Na sali byli zastępca prezydenta Krzysztof Ślusarczyk i europoseł Grzegorz Tobiszowski. Radnych tylko trzech. A to Rada Miasta zdecyduje, czy projekt centralnego źródła ciepła dla Piekar doczeka się rzetelnych analiz środowiskowych i ekonomicznych, czy zostanie zamknięty, zanim ktokolwiek je wykona.
Mieszkańcy swoje zdanie już wyrazili. W sondażu SW Research z sierpnia 59,8 proc. piekarzan chce kontynuacji prac nad projektem, przeciw jest 8,8 proc. Aż 70,2 proc. uważa, że decyzja powinna zapaść dopiero po analizach – a nie teraz, na własną odpowiedzialność radnych.
– Mieszkańcy nie wiedzą, a powinni. Pełna informacja to raport oddziaływania na środowisko. Dokąd go nie ma, nigdy się nie dowiemy – podsumował dr Sobolewski. Prof. Pikoń dodał: – Najgorsze, co można zrobić, to nie robić nic. Rok 2030 jest za cztery lata.
Nagranie debaty dostępne jest na kanałach Piekary.info.
Materiał sponsorowany powstał we współpracy z partnerem.