Taniej niż przed świętami? Ekonomia zakupów ma swoją logikę

Autor: w dniu 2026-10-02

Dlaczego teraz sklepy bardziej walczą ceną?

Przede wszystkim popyt. W październiku konsumenci nie są jeszcze w pełni w trybie świątecznych zakupów. Grudzień jest zupełnie innym momentem dla handlu – przed świętami wiele produktów kupujemy z konieczności, w konkretnym terminie. Prezentów, żywności czy świątecznych produktów nie można w nieskończoność odkładać.

To daje sprzedawcom większą możliwość utrzymywania wyższych marż. Ekonomicznie można to sprowadzić do prostej zasady: im mniej klient jest skłonny odłożyć zakup, tym mniejsza jest jego wrażliwość na cenę.

Październik to natomiast walka o klienta

Jesienią sklepy muszą konsumenta przekonać do zakupu, a nie tylko obsłużyć już istniejący popyt. Dlatego pojawiają się promocje, rabaty, programy lojalnościowe i akcje typu "kup teraz".

Konkurencja między sieciami również działa mocniej. Jeżeli jeden sklep obniży cenę popularnego produktu, drugi może odpowiedzieć podobną promocją. W ten sposób rozpoczyna się walka o udział w portfelu klienta.

Dane GUS pokazują, że sprzedaż detaliczna w sierpniu 2026 r. była o 3,8 proc. wyższa niż rok wcześniej, ale jednocześnie nie wszystkie kategorie zachowywały się tak samo. To ważne, bo handel nie jest jednym rynkiem – sytuacja cenowa zależy od konkretnego produktu i kategorii.

Przed świętami działa jeszcze jeden mechanizm

W grudniu sprzedawca wie, że klient i tak będzie kupował.

Rodzina potrzebuje produktów na świąteczny stół, ktoś musi kupić prezenty, dekoracje czy określone artykuły. Popyt jest więc bardziej skoncentrowany w czasie. Sprzedawca może wtedy pozwolić sobie na mniejszą presję promocyjną, szczególnie w przypadku produktów, które mają bardzo duże zainteresowanie.

Nie oznacza to oczywiście, że wszystko przed Bożym Narodzeniem jest droższe. Wręcz przeciwnie – sieci prowadzą ogromne akcje promocyjne. Problem polega na tym, że część promocji ma przede wszystkim zwiększyć ruch w sklepie i skłonić klienta do większego koszyka.

Jest jeszcze kwestia zapasów

Sklep patrzy również na koszt utrzymywania towaru. Jeśli produkt leży długo w magazynie, zamraża kapitał. W przypadku niektórych kategorii dochodzi ryzyko, że po sezonie trzeba będzie go przecenić.

Dlatego październikowe promocje mogą być sposobem na zwiększenie obrotu i przygotowanie miejsca na towary, które będą szczególnie potrzebne w listopadzie i grudniu.

A co z "promocjami", które tylko wyglądają na promocje?

Tutaj warto zachować czujność. W Polsce przy informowaniu o obniżce sprzedawca musi podać najniższą cenę danego produktu z 30 dni przed obniżką. Ma to utrudniać sztuczne podnoszenie ceny tuż przed promocją i przedstawianie późniejszego powrotu do wcześniejszej ceny jako wielkiej okazji.

Dlatego jeżeli dzisiaj widzimy produkt za 199 zł, a sklep informuje, że "było 299 zł, teraz -33 proc.", warto sprawdzić właśnie tę najniższą cenę z ostatnich 30 dni.

Najprościej mówiąc

Październik = sklep musi zdobyć klienta.
Grudzień = klient w dużej mierze sam przychodzi, bo musi zrobić zakupy.

I właśnie dlatego jesienią możemy obserwować bardziej agresywną konkurencję cenową w niektórych kategoriach. W grudniu sprzedawcy mają natomiast dodatkową przewagę w postaci wysokiego, skoncentrowanego popytu.

Co ciekawe, dane GUS pokazują też, że w grudniu 2025 r. sprzedaż detaliczna wzrosła aż o 12,5 proc. w porównaniu z listopadem, co dobrze pokazuje skalę sezonowego skoku zakupów.

Czyli z ekonomicznego punktu widzenia niekoniecznie chodzi o to, że sklepy "podnoszą ceny, bo są święta". Bardziej precyzyjnie: zmienia się siła negocjacyjna klienta, poziom popytu, intensywność konkurencji oraz opłacalność poszczególnych promocji.