Tłum ludzi w bytomskim schronisku. „Przypilnujemy, żeby w tym miejscu nie wydarzyła się już żadna tragedia”

Autor: w dniu 2026-01-15

Narasta niepokój społeczny wokół schroniska dla bezdomnych zwierząt w Bytomiu. Od godzin popołudniowych pojawiało się w tym miejscu coraz więcej osób, które stały się świadkami tego, co dzieje się w tej instytucji.

Tłum ludzi w bytomskim schronisku

Coraz więcej osób zainteresowanych jest zwierzętami znajdującymi się w bytomskim schronisku. W środowe popołudnie na miejscu był Maciej Gwóźdź, który w pierwszej kolejności powiadomił o wywożonych budkach dla kotów. Był to smutny widok. Zwierzęta siedziały w tam, gdzie znajdowały się wcześniej ich schronienia. Relację dotyczącą tego, co działo się wczoraj, zamieścił w mediach społecznościowych bytomski radny Maciej Bartków.

Obsługa schroniska, zapewniał Gwóźdź, mówiła, iż jedynie przenosi opisywane przedmioty w inne miejsce, ale faktycznie działo się tak, że przeznaczano je – mówi Gwóźdź – do utylizacji. Ostatecznie, co opisał Bartków, po rozmowie z pracownikami Bytomskiego Zakładu Usług Komunalnych, pozostawiono kocie budki na noc, by zwierzęta mogły przeczekać ten trudny czas. Zajęto się też, mówi Gwóźdź, lodówkami, które dotąd znajdowały się w tym miejscu. Stan zdrowia czworonogów był, jak mogli przekonać się naoczni świadkowie, fatalny. Wizytę złożyły osoby, jak relacjonuje Gwóźdź, które zajęły się odmalowywaniem obiektu i doprowadzaniem prądu tam, gdzie powinien się znajdować.

– Będziemy siedzieć tu tak długo, aż sprawa wyjdzie na jaw – mówił Gwóźdź. – Przypilnujemy, żeby w tym miejscu nie wydarzyła się już żadna tragedia i nie było to zamiecione pod dywan – dodawał w internetowym przekazie.

Z czasem ludzi przybywało, a wszystko to było relacjonowane przez naocznych świadków. Na miejsce przyjechała też policja. Wiele mówiło się o jednym z czworonogów, który miał problem z łapą, a jego potrzeby były lekceważone.

"W międzyczasie okazało się, iż ujawniono psa, który mocno kulał i zachodziło podejrzenie złamania łapy. Tutaj interwencję podjęliśmy wspólnie z Kasią Banaś, szefową toz Radzionkow. Udało się dzięki temu wymóc natychmiastowe odwiezienie psa do weterynarza. Wbrew zapewnieniom pracownika schroniska, która twierdziła, iż to stara dolegliwość, która psa nie boli, okazało się, że… pies miał w łapie śrut. Ponadto weterynarz stwierdził, iż pies ten nigdy wcześniej u niego na jakimkolwiek leczeniu nie był! Nigdy!" – przekazuje w swojej relacji bytomski radny Maciej Bartków.

Okazało się, że nikt nie zabrał go wcześniej do gabinetu weterynaryjnego. To rażące zaniedbanie zostało naprawione dopiero po opisywanej tu, społecznej interwencji.

– Chcemy zmiany osoby, która zarządza schroniskiem i chcemy zmiany warunków dla zwierząt. Chcemy odczarować to miejsce – mówił w środę Gwóźdź.

Opisywany pies został, przekazuje Gwóźdź, w katowickiej klinice weterynaryjnej. Na miejscu pojawił się też wczoraj poseł Łukasz Ściebiorowski:

Na dziś Miasto Bytom zaplanowało briefing prasowy. Ma odbyć się o godzinie 10.00 w budynku Urzędu Miejskiego w Bytomiu. Jego tematem będą decyzje dotyczące schroniska dla bezdomnych zwierząt w Bytomiu.

Fot. Facebook/Maciej Bartków