To jest TEN dzień – jest drogo, będzie drożej
Autor: Alicja Bajer w dniu 2026-09-22
22 września przypada Europejski Dzień bez Samochodu. W tym roku hasło "Mobilność dla każdego" nabiera dodatkowego znaczenia. Nie chodzi już wyłącznie o ekologię czy walkę ze smogiem. Przy wysokich cenach paliw coraz mocniej liczy się również to, ile kosztuje samo przemieszczanie się.
Pomysł na dzień, w którym samochody mają ustąpić miejsca komunikacji miejskiej, rowerom i pieszym, narodził się we Francji. W 1998 roku zorganizowano tam pierwszą akcję "W moim mieście bez samochodu". Pomysł szybko rozprzestrzenił się po Europie, a w 2000 roku odbyła się pierwsza ogólnoeuropejska edycja Europejskiego Dnia bez Samochodu.
Dziś nie chodzi o to, żeby samochód całkowicie zniknął z naszych ulic. Idea jest prostsza: tam, gdzie można, warto wybrać autobus, tramwaj, pociąg, rower albo zwykły spacer. Komisja Europejska podkreśla, że celem kampanii jest zmiana codziennych przyzwyczajeń i promowanie transportu publicznego oraz aktywnej mobilności.
Dzień bez samochodu w cieniu drogiej ropy
Tegoroczny Dzień bez Samochodu przypada w wyjątkowym momencie. 22 września 2026 roku światowe rynki bardzo mocno obserwują sytuację na Bliskim Wschodzie oraz konflikt USA–Iran. To właśnie informacje dotyczące możliwej eskalacji albo deeskalacji konfliktu potrafią w ciągu kilku godzin zmieniać oczekiwania dotyczące dostaw ropy.
Rynek ciągle reaguje m.in. na sygnały dotyczące możliwego rozwoju sytuacji między USA a Iranem. To jednak nie oznacza, że kierowcy od razu zobaczą spadek cen na stacjach benzynowych.
Ropa na światowych rynkach może tanieć, a kierowca jeszcze przez jakiś czas może płacić więcej. Ceny na stacjach reagują z opóźnieniem, a na końcową cenę wpływają również kurs dolara, koszty rafinacji, transportu, marże i podatki.
Co ma do tego autobus?
Bardzo dużo.
Wzrost cen paliw zwiększa koszty funkcjonowania części komunikacji miejskiej. Dotyczy to przede wszystkim autobusów napędzanych olejem napędowym, ale pośrednio rosną również koszty innych elementów transportu – energii, usług, części, logistyki czy utrzymania infrastruktury.
Nie oznacza to jednak automatycznie, że droższa ropa = droższy bilet. Cena biletu jest decyzją organizatora transportu i zależy od wielu elementów, w tym dotacji samorządowych, kosztów pracy, liczby pasażerów, liczby wykonywanych kursów czy rodzaju taboru.
Dobrym przykładem jest Górnośląsko-Zagłębiowska Metropolia. Od sierpnia 2026 roku w taryfie Transport GZM papierowy bilet 20-minutowy kosztuje 4,60 zł, 40-minutowy 5,60 zł, a 120-minutowy 7 zł. Elektroniczne odpowiedniki są nieco tańsze.
I właśnie tutaj Dzień bez Samochodu zaczyna mieć wymiar nie tylko ekologiczny, ale również ekonomiczny.
Bo jeśli samochód kosztuje coraz więcej – paliwo, ubezpieczenie, serwis, parking i utrzymanie – komunikacja zbiorowa może dla części osób stać się bardziej interesującą alternatywą. Z drugiej strony operatorzy transportu również muszą mierzyć się z rosnącymi kosztami. Jeżeli paliwo i energia drożeją przez dłuższy czas, samorządy stają przed wyborem: zwiększać dopłaty do komunikacji, ograniczać część wydatków czy w przyszłości zmieniać taryfy.
Jeden dzień bez samochodu, ale problem zostaje
Europejski Dzień bez Samochodu nie rozwiąże problemu wysokich cen paliw ani napięć na Bliskim Wschodzie. Może jednak przypomnieć o czymś bardzo praktycznym: im więcej mamy możliwości przemieszczania się, tym mniej jesteśmy uzależnieni od jednego środka transportu.
A w 2026 roku to już nie tylko kwestia smogu i klimatu. To także pytanie o domowy budżet.