W wypadku na A1 zginęła 3-osobowa rodzina. Tak zachowywał się Sebastian M. tuż po wypadku
Autor: Andrzej Zazgórnik w dniu 2025-07-24
Rzeczpospolita dotarła do treści aktu oskarżenia w sprawie Sebastiana M., który doprowadził do tragicznego w skutkach wypadku, w którym zginęła 3-osobowa rodzina.
Wiadomo, że 16 września 2023 roku M. podróżował BMW z prędkością od 315 do 329 km/h. Zresztą, jak czytamy w artykule Rzeczpospolitej, miał zamiłowanie do dużych prędkości. W dniu tragicznego w skutkach wypadku stracił, na łuku drogi, panowanie nad pojazdem. Po wszystkim M. nie zamierzał udzielić pomocy poszkodowanym. Priorytetem było dla niego… wykonanie telefonu do ojca. On sam zresztą w chwili zdarzenia zachowywał się – mówił świadek – jakby "wjechał w kosz na śmieci".
Czarne skrzynki z obu pojazdów – zarówno BMW, jak i Kii – zawierają dowody na to, że wersja M. o tym, że Kia zajechała mu drogę, jest nieprawdziwa. On sam jechał autostradą z prędkością ponad 300 km/h. Dodatkowo – jak dowodzą zapisy – utracił panowanie nad autem. Zaś samo zachowanie kierowcy tuż po zdarzeniu pokazywało, że – przytacza treść aktu oskarżenia Rzeczpospolita – "zachowanie Sebastiana M. stanowiło wyraz skrajnego braku poczucia odpowiedzialności za bezpieczeństwo innych uczestników ruchu drogowego. Poruszając się z irracjonalną wręcz prędkością, podejrzany doprowadził do sytuacji, w której nie był w stanie uniknąć wypadku". Kia z kolei, jak dowiodły zgromadzone przez prokuraturę materiały, poruszała się cały czas z dozwoloną prędkością – środkowym lub prawym pasem.
Sebastian M., który jak się okazuje, cały czas miał zamiłowanie do dużych prędkości, z tego powodu stracił prawo jazdy w 2021 roku. Korzystał wówczas z nielegalnego antyradaru, zlecił też usunięcie limitów prędkości w samochodzie, który był w leasingu na firmę ojca M.
M. – jak pisze Rzeczpospolita – zrozumiał zarzut, ale nie przyznał się do niego. Utrzymywał, że cały czas podróżował lewym pasem, nie zjeżdżając na prawy. Po wypadku powiadomił służby i udzielił pomocy swojemu pasażerowi. Co do pomocy ofiarom wypadku – utrzymywał, że już kto inny im wówczas pomagał. Gdy już doszło do wypadku, M. – przekazuje prok. Aleksander Duda z Prokuratury w Katowicach – M. ubrał się w kamizelkę odblaskową, przeszedł przez bariery energochłonne, skupiając się głównie na wykonywaniu połączeń do swojego ojca.
Za spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym grozi kara – zgodnie z polskim prawem – kara do 8 lat pozbawienia wolności. Prowadzenie śledztwa pod swoim nadzorem prokurator powierzył Wydziałowi do Walki z Przestępczości Przeciwko Mieniu Komendy Miejskiej Policji w Katowicach. M. przebywa w areszcie.
Źródło: Rzeczpospolita