Pożar domu w Milówce. Mężczyzna był uwięziony w budynku
Autor: Andrzej Zazgórnik w dniu 2026-09-18
Asp. Marek Jakus, policjant katowickiej komendy wojewódzkiej, był 10 września w pobliżu swojego domu w Milówce, gdy zauważył kłęby dymu. Natychmiast powiadomił służby i ruszył sprawdzić, co się dzieje. W płonącym drewnianym domu znajdował się starszy mężczyzna. Funkcjonariusz wraz ze strażakiem ochotnikiem pomógł mu wydostać się z budynku.
Zauważył dym i natychmiast zareagował
Do zdarzenia doszło 10 września około godziny 18.00 w Milówce. Asp. Marek Jakus, kierownik Ogniwa Policji Sądowej w Bielsku-Białej Wydziału Konwojowego i Policji Sądowej KWP w Katowicach, przebywał wówczas poza służbą, w pobliżu swojego domu. W pewnym momencie dostrzegł kłęby dymu. Z miejsca, w którym się znajdował, nie było jednak widać, co dokładnie się pali. Podejrzewał, że zagrożenie może dotyczyć budynku mieszkalnego, dlatego bez zwłoki zadzwonił pod numer alarmowy 112. Po przekazaniu dyspozytorowi informacji o lokalizacji dymu ruszył w kierunku zdarzenia, by sprawdzić sytuację.
W płonącym domu znajdował się starszy mężczyzna
Po dotarciu na miejsce zobaczył drewniany dom objęty ogniem. Płomienie szybko przenosiły się na dach budynku. Na balkonie znajdował się starszy mężczyzna, którego policjant zaczął nawoływać do natychmiastowego opuszczenia domu. Mieszkaniec był silnie zdenerwowany i zdezorientowany. Zamiast bezpiecznie wyjść, próbował ratować swoje mienie i nie reagował na wezwania w sposób umożliwiający sprawną ewakuację. Wkrótce do policjanta dołączył jego sąsiad, będący strażakiem Ochotniczej Straży Pożarnej. Wspólnie weszli do płonącego budynku, aby pomóc mężczyźnie wydostać się w bezpieczne miejsce.
Ewakuowali mieszkańca w silnym zadymieniu
Wewnątrz domu panowały wysoka temperatura i silne zadymienie. Mimo trudnych warunków policjant i strażak dotarli do starszego mężczyzny, a następnie wspólnie wyprowadzili go z budynku. Jak ustalono, w płonącym domu nie było żadnej innej osoby. Do czasu przyjazdu zespołu ratownictwa medycznego asp. Jakus zaopiekował się ewakuowanym mieszkańcem. Po przybyciu ratowników przekazał im mężczyznę. Poszkodowany został następnie zabrany do szpitala przez śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego.
Akcja gaśnicza trwała do późnych godzin nocnych
W działaniach związanych z gaszeniem pożaru uczestniczyło kilkanaście zastępów straży pożarnej. Akcja trwała do późnych godzin nocnych. Sytuacja w Milówce pokazała, jak ważna może być szybka reakcja w obliczu zagrożenia. Asp. Marek Jakus, mimo że nie pełnił w tym czasie służby, nie pozostał obojętny na widok dymu. Wspólnie ze strażakiem OSP pomógł uratować mieszkańca płonącego domu.
Fot. OSP Milówka