Kościół w Mysłowicach zalany. „Niewyobrażalna tragedia”

Autor: w dniu 2026-02-08

Poważne zniszczenia powstały w kościele Najświętszego Serca Pana Jezusa w Mysłowicach. Do środka świątyni przez wiele godzin dostawała się woda z uszkodzonej rury systemu przeciwpożarowego. Zalana została posadzka, a poziom wody miejscami sięgał wysokości łydek.

Kościół w Mysłowicach zalany. Apel o pomoc

Problem zauważono w sobotę nad ranem. Woda spływała po ścianach i stopniowo wypełniała wnętrze budynku. Na miejsce wezwano straż pożarną. Ratownicy wypompowali wodę, jednak część zdążyła już wniknąć w ściany. Obecnie trwa liczenie strat i ustalanie dokładnych przyczyn awarii. W sprzątanie po zalaniu zaangażowali się parafianie i mieszkańcy okolicy. Parafia zaapelowała o dalsze wsparcie. Zgłaszano, że w związku z sytuacją niezbędne stały się, jak bywa w rzypadku podobnych zdarzeń, wiadra, mopy i ręczniki papierowe. Jak podkreślał w mediach społecznościowych organista Kamil Capała, każda pomoc jest bardzo cenna. Tylna część świątyni została wyłączona z użytkowania, ale nabożeństwa nadal będą się odbywać.

Relacja organisty z dramatycznego poranka. Blisko 200 tysięcy litrów wody

Parafia opublikowała w mediach społecznościowych szczegółową relację z momentu odkrycia awarii.

"Drodzy Parafianie,
w dniu wczorajszym doszło do niewyobrażalnej tragedii, która dotknęła naszą Parafię, moje ukochane miejsce pracy, ale po kolei: Jak codzień, około godz. 6:15 (wczoraj wyjątkowo wcześnie) pojawiłem się na kościelnym placu. Moją uwagę przykuła lejąca się woda po ścianie budynku nad bocznym wejściem oraz od strony ul. Krakowskiej. Zaznaczyć trzeba, że tego dnia nad ranem nie padał deszcz. Spoglądając w okienka klatki schodowej, prowadzącej na chór muzyczny, zauważyłem, że świeci się tam światło, (a przecież w piątek po wieczornej Mszy je wyłączyłem) i to był pierwszy sygnał, że coś nie gra. Po zbliżeniu się do drzwi usłyszałem szum wewnątrz kościoła. W pierwszej chwili pomyślałem, że może jakaś rynna nie wytrzymała – nic bardziej mylnego! Tutaj zacząłem działaś szybko, ale racjonalnie. Otwieram drzwi na chór, a tam rzeka (już wiem, że jest źle). Biegnę do góry, otwieram drzwi, patrzę w moje lewo, a ze sklepienia leci woda. 6:21 – Sięgnąłem po telefon, wybrałem numer do Proboszcza, dzwonię – Księże Proboszczu, zalewa nam kościół! Pobiegliśmy z Proboszczem do kotłowni pod zakrystią, zakręcić zawory. W między czasie Proboszcz powiadomił straż pożarną, która pokierowała dalszą akcją. Z informacji, które nam później przekazano wiem, że licznik nabił 176 m³ wody, czyli około 176 000 litrów. Jak długo ta woda leciała przed moim przyjazdem? Nie wiem. Powód? Rozszczelniona rura systemu przeciwpożarowego, która puściła na spawie. Na temat pomysłu i montażu tego systemu, wolę się nie wypowiadać, jednak przytoczę tutaj słowa jednego z komentarzy: "To bolesny przykład, jak rozrastające się procedury, mające służyć bezpieczeństwu, w istocie boleśnie uderzają nie tylko w nasz budżet (prywatny, czy w tym przypadku parafialny – też z datków prywatnych), ale też prowadzą do odwrotnego skutku – zwiększania zagrożeń. Nietrudno przewidzieć, jak w czasie większych mrozów zachowają się hydranty przeciwpożarowe, pociągnięte wysoko na kościelne wieże. Starzejącej się parafii nie stać na permanentne ogrzewanie całego budynku, a nie trzeba wiele, żeby mróz rozsadził rury… Czy była rzeczywista potrzeba instalowania takich zabezpieczeń, które prawdopodobnie z formalnych nacisków musiał wykonać Proboszcz? Kościół stoi od 135 lat i pożaru chyba dotąd żadnego nie doświadczył? Trzeba było nowych procedur, żeby nastał potop?".
Co do zbiórki na portalu zrzutka.pl – zbiórka ta została założona z inicjatywy parafian. W tym miejcu pragnę podziękować Wszystkim, którzy włączyli się wczoraj w jakąkolwiek pomoc w usuwaniu szkód. Za każdy telefon, wiadomość, przejaw zainteresowania sytuacją, za modlitwy. Módlcie się za mnie, za księży (zwłaszcza Proboszcza), bo to, czego doświadczyliśmy wczoraj, zostanie z nami do końca życia. Czy czuję się bohaterem? NIE! Fakt – byłem tam pierwszy, pierwszy zaalarmowałem Proboszcza. Czuję, że gdyby Opatrzność nie pokierowała mnie tam wcześniej, to straty byłyby znacznie większe" – napisał organista Kamil Capała.

Przy kościele można nabyć ciasto, z którego dochód przeznaczony jest na pokrycie strat po wczorajszym zalaniu kościoła.

Trwa szacowanie strat

Na razie nie wiadomo, jak duże będą koszty napraw. Wiadomo jednak, że uszkodzenia są poważne. Parafia podkreśla, że każda forma wsparcia będzie pomocna przy przywracaniu świątyni do normalnego funkcjonowania.