Przez 27 lat była zamknięta w pokoju. Wstrząsająca historia ze Świętochłowic

Autor: w dniu 2025-10-14

Wiele osób nie potrafi uwierzyć w tę historię. Tymczasem ona wydarzyła się naprawdę. W jednym ze świętochłowickich bloków przez ponad ćwierć wieku rozgrywał się dramat, o którym nikt nie miał pojęcia. Za zamkniętymi drzwiami rodzice mieli więzić swoją córkę, Mirellę, przekonując wszystkich wokół, że dziewczyna zaginęła, gdy była nastolatką.

Co działo się Mirelli ze Świętochłowic? Przerażająca historia

Sąsiedzi wezwali 29 lipca policję po tym, jak z mieszkania na drugim piętrze budynku w Świętochłowicach zaczęły dobiegać odgłosy kłótni. Mieszkańcy sądzili, że żyje tam tylko starsze małżeństwo. — Policja przyjechała, państwo K. nie chcieli najpierw otworzyć drzwi. Mówili funkcjonariuszom, że mieszkają sami i nie potrzebują interwencji — relacjonują świadkowie w rozmowie z Faktem. Po chwili jednak drzwi otwarto. W środku funkcjonariusze znaleźli 42-letnią kobietę w tragicznym stanie. Wiadomo, że miała duże problemy z poruszaniem, widać było, że przez lata działo się z nią coś złego.

Kobieta, która zniknęła

Rodzice Mirelli, przynajmniej tak twierdzą mieszkańcy bloku, przed laty tłumaczyli jej nagłe zniknięcie różnie — raz mówili, że uciekła, innym razem, że "wróciła do biologicznych rodziców". Jedna z kobiet w rozmowie z "Faktem" podkreśla, że znała Mirellę, gdy była nastolatką, wspólnie bawiły się przed blokiem, potem bohaterka tego artykułu zniknęła bez śladu. Teraz prawda wyszła na jaw.

Interwencja służb

Pod blokiem pojawiły się karetki i policjanci. — Nasze pogotowie zostało zadysponowane przez policję. Gdy transportowaliśmy ją do szpitala, pacjentka powiedziała nam, że od ponad 20 lat nie wychodziła z domu — mówi w rozmowie z "Faktem" Łukasz Pach, dyrektor Wojewódzkiego Pogotowia Ratunkowego w Katowicach. W szpitalu kobieta spędziła dwa miesiące. Lekarze i wolontariusze walczyli o jej zdrowie i próbują dziś pomóc jej stanąć na nogi.

Życie, którego nie było

Z relacji osób zaangażowanych w pomoc wynika, że Mirella przez niemal trzy dekady nie miała kontaktu z nikim poza rodzicami. — Od lat jej życie ograniczało się do jednego pokoju. Przez dekady nie widziała świata zewnętrznego, nie korzystała z łazienki, nie miała kontaktu z rówieśnikami ani lekarzami. Nie miała własnych ubrań, dowodu osobistego, nie pobierała świadczeń, tak jakby nie istniała — mówi pani Aleksandra, która zorganizowała internetową zbiórkę na jej rzecz.

Wolontariusze, którzy teraz wspierają kobietę, podkreślają, że nawet najprostsze rzeczy będą dla niej nowym doświadczeniem. — To, co dla nas jest codziennością, dla niej będzie niesamowitym przeżyciem. Wyjście do zoo, w góry czy wizyta u fryzjera może być dla Mirelli początkiem nowego życia — mówią.

Policja: sprawa wymaga dokładnego zbadania

Służby ustalają, jak to możliwe, że przez tyle lat nikt nie zauważył dramatu rozgrywającego się tuż obok. — Po naszej interwencji i przewiezieniu kobiety do szpitala dzielnicowy wszedł w kontakt z Ośrodkiem Pomocy Społecznej. Czekamy na informację zwrotną co do sytuacji życiowej tej kobiety od OPS celem podjęcia dalszych czynności w tej sprawie — wyjaśnia w rozmowie z "Faktem" mł. asp. Anna Hryniak z Komendy Miejskiej Policji w Świętochłowicach. — Ta osoba nie figurowała w naszej bazie jako osoba zaginiona czy poszukiwana. Potwierdzam, że dopiero w ostatnich dniach, po interwencji, tej osobie został dopiero wydany dowód osobisty. Wcześniej nie posiadała takiego dokumentu – dodaje.

Źródło: Fakt