Rodzina Konrada K. ujawnia, co mówił po potrąceniu nastolatka w Zadrożu

Autor: w dniu 2026-09-03

Babcia 26-letniego Konrada K., podejrzanego o śmiertelne potrącenie 15-letniego Adama w Zadrożu koło Olkusza, ujawniła w rozmowie z "Faktem", co powiedział jej wnuczek po powrocie do domu. Twierdził, że wjechał w znak drogowy. Chłopiec zmarł 1 września 2026 roku, a Konrad K. przebywa w areszcie.

Śmiertelne potrącenie w Zadrożu. Kim jest podejrzany Konrad K.?

Konrad K. (26 l.) jest podejrzanym o spowodowanie wypadku, w którym zginął 15-letni Adam z Zadroża, niewielkiej wsi w powiecie olkuskim. Do zdarzenia doszło 28 sierpnia 2026 roku wieczorem. Chłopiec został znaleziony przez ojca na asfaltowej drodze kilkaset metrów od domu. Miał poważne obrażenia głowy. Adam zmarł 1 września 2026 roku – w dniu, w którym miał rozpocząć naukę w szkole średniej.

Zdaniem prokuratury Konrad K. wjechał w nastolatka, a następnie odjechał z miejsca zdarzenia, nie udzielając pomocy rannemu. Według ustaleń śledczych podejrzany wrócił na miejsce wypadku po około 20 minutach. Chłopiec jeszcze wówczas oddychał. Konrad K. miał wtedy zadzwonić na numer alarmowy 112.

Co powiedział rodzinie? Relacja babci i brata podejrzanego

Rodzina Konrada K. przerwała milczenie i ujawniła okoliczności powrotu 26-latka do domu po zdarzeniu. Zofia K. (81 l.), babcia podejrzanego, mówi, że wnuczek nie wspomniał o wypadku z udziałem człowieka.

Wstałam w sobotę rano. Konrad powiedział mi, że wjechał samochodem w znak drogowy. Ma stłuczoną szybę w aucie. Pocieszyłam go, żeby się nie martwił, że dam mu pieniądze na naprawę – relacjonuje w rozmowie z "Faktem" Zofia K.

Bartłomiej K. (24 l.), młodszy brat podejrzanego, potwierdził widoczne uszkodzenia pojazdu. – Na szybie były ślady pęknięcia od strony pasażera oraz urwany był przedni reflektor – opisuje. Samochód, biały Nissan Qashqai, należał do ojca Konrada. Rodzina podkreśla, że 26-latek zachowywał się spokojnie. – Garnki pomył, podłogę zamiótł, jeszcze pierogów ugotował – wspomina babcia w rozmowie z "Faktem".

Ucieczka i poszukiwania. Konrad K. wyłączył telefon

Konrad K. wyjechał z domu przed planowanym meczem piłkarskim w Olkuszu, na który miał się udać razem z ojcem. Na meczu już się nie pojawił. Wyłączył telefon. Gdy bliscy usłyszeli w mediach o poszukiwaniach kierowcy białego samochodu z okolic, zaczęli podejrzewać jego związek z wypadkiem.

– Szukaliśmy go, baliśmy się, że popełnił samobójstwo – relacjonuje "Faktowi" rodzina. Bartłomiej K. zlokalizował brata przez aplikację telefoniczną w Krakowie i przekazał informację policji. Konrada nie znaleziono jednak w podanym miejscu.

W nocy z 29 na 30 sierpnia do rodziny zadzwoniła znajoma Konrada K. i poinformowała, że chce on dobrowolnie zgłosić się na policję. Przebywał wówczas w rodzinnym domku letniskowym w Zagórowej. Znajomi czekali z nim na przyjazd funkcjonariuszy.

Przyznał się, ale nie wyjaśnił ucieczki. Prokuratura czeka na wyniki sekcji

Prokuratura Rejonowa w Olkuszu przedstawiła Konradowi K. zarzuty. Prokurator rejonowy Piotr Piekarski potwierdził, że podejrzany przyznał się do spowodowania wypadku, jednak nie potrafił logicznie wyjaśnić, dlaczego odjechał z miejsca zdarzenia. W chwili zatrzymania Konrad K. nie był pod wpływem alkoholu. Pobrano mu jednak krew na obecność alkoholu i narkotyków, ponieważ od zdarzenia minęło kilkadziesiąt godzin. Śledczy analizują jego telefon komórkowy i wykonywane połączenia, by ustalić dokładny czas między wypadkiem a powrotem na miejsce.

Konrad K. trafił do aresztu tymczasowego na trzy miesiące. Prokuratura oczekuje na wyniki sekcji zwłok, po których podejrzany ma usłyszeć zarzut spowodowania wypadku ze skutkiem śmiertelnym. Grozi mu kara do 20 lat pozbawienia wolności. Jak ustalił "Fakt", osiem lat temu Konrad K. został skazany na sześć miesięcy prac społecznych za inne przestępstwo, niezwiązane z ruchem drogowym.

Źródło: "Fakt"