Zamknięta przez 27 lat. Teraz sąd zdecyduje o losie Mirelli ze Świętochłowic
Autor: Andrzej Zazgórnik w dniu 2026-02-19
Sprawa 43-letniej mieszkanki Świętochłowic znów nabiera tempa. Kobieta, która przez blisko trzy dekady praktycznie nie wychodziła z domu, może trafić do domu pomocy społecznej. O tym, czy tak się stanie, zdecyduje sąd.
Jakie będą dalsze losy Mirelli ze Świętochłowic?
Impulsem do podjęcia formalnych kroków była, podkreśla "Fakt", sytuacja z wtorku 10 lutego. Tego dnia pracownicy socjalni nie zostali wpuszczeni do mieszkania, w którym przebywa Mirella. W reakcji na to dyrektor miejscowego Ośrodka Pomocy Społecznej złożył wniosek do sądu o przymusowe umieszczenie kobiety w placówce całodobowej.
Wiceprezydent Świętochłowic Tomasz Kaczmarek tłumaczył w rozmowie z tabloidem, że brak możliwości wejścia do mieszkania budzi uzasadnione obawy. — W sytuacji, kiedy nie wpuszcza się pracownika, możemy podejrzewać, że faktycznie może dziać się coś niepokojącego. W związku z tym możemy skierować do sądu taki wniosek — wyjaśnił w rozmowie z "Faktem" wiceprezydent miasta Tomasz Kaczmarek.
Termin już wyznaczony
Sprawą zajmuje się Wydział III Rodzinny i Nieletnich Sądu Rejonowego w Chorzowie. Jak potwierdził prezes sądu, postępowanie w sprawie umieszczenia Mirelli w domu pomocy społecznej jest w toku.
— W tej sprawie wyznaczono termin rozprawy na dzień 31 marca 2026 r. — poinformował w rozmowie z "Faktem" sędzia Tytus Lewandowski.
Decyzja może oznaczać, że kobieta zostanie oddzielona od rodziców, z którymi mieszka od lat.
Nie chce wyjechać do placówki
Z informacji przekazanych "Faktowi" przez Ośrodek Pomocy Społecznej wynika, że 43-latka mogłaby wcześniej trafić do domu pomocy społecznej dobrowolnie. Nie wyraziła jednak takiej woli.
— Ale ona nie chce z tego skorzystać. Na siłę nikogo nie możemy zmusić — przekazała "Faktowi" Monika Szpoczek, dyrektor Ośrodka Pomocy Społecznej w Świętochłowicach.
Jak dodaje, kobieta nie uczestniczy w proponowanych zajęciach aktywizacyjnych. Do niedawna rodzina nie utrudniała kontaktu z pracownikami socjalnymi. Mirella otrzymuje rentę socjalną, ma orzeczenie o niepełnosprawności i korzysta z usług opiekuńczych raz w tygodniu. Część sąsiadów twierdzi jednak, że jej relacje ze światem zewnętrznym wciąż są bardzo ograniczone.
27 lat w jednym pokoju
Historia wyszła na jaw w lipcu 2025 roku po interwencji policji i ratowników medycznych, których wezwali zaniepokojeni mieszkańcy okolicy. Okazało się wtedy, że kobieta uznawana od końca lat 90. za zaginioną, przez cały czas mieszkała z rodzicami.
To właśnie publikacje dziennika "Fakt" sprawiły, że o sprawie dowiedziała się cała Polska. Z ustaleń gazety wynikało, że w 1998 roku rodzice wypisali córkę z liceum. Sąsiadom mieli przekazywać sprzeczne informacje — raz, że wyjechała, innym razem, że zaginęła. Z czasem pamięć o niej po prostu zniknęła.
Gdy służby weszły do mieszkania, zastały dorosłą już kobietę w bardzo złym stanie. Była niesamodzielna, zaniedbana, wymagała pomocy przy podstawowych czynnościach. Przebywała w jednym pokoju, w warunkach określanych jako skrajnie niehigieniczne, choć reszta mieszkania była utrzymana w porządku. Nie miała dowodu osobistego ani własnych ubrań.
Śledztwo bez zarzutów
Po nagłośnieniu sprawy prokuratura wszczęła postępowanie pod kątem możliwego znęcania się i bezprawnego pozbawienia wolności. Jak dotąd nikomu nie przedstawiono zarzutów.
— Pani Mirella twierdzi, że nikt na siłę jej nie przetrzymywał — przekazała "Faktowi" prokurator rejonowa w Chorzowie Sabina Kuśmierska.
Równolegle prowadzona jest kontrola zewnętrzna z inicjatywy wojewody. Miasto deklaruje współpracę i przekazywanie dokumentów. Władze zapewniają, że kluczowe jest bezpieczeństwo kobiety, a dalsze decyzje będą podejmowane w oparciu o przepisy oraz opinie specjalistów.
Rozprawa zaplanowana na koniec marca może przesądzić o tym, czy Mirella po 27 latach spędzonych w czterech ścianach rozpocznie zupełnie nowy etap życia.
Autor
Andrzej Zazgórnik
Kontynuuj czytanie