Dwulatek w hipotermii. Jak przebiegał proces leczenia w GCZD?

Autor: w dniu 2025-11-20

Heroiczną walkę o życie i zdrowie dwuletniego chłopca z Jastrzębia-Zdroju śledziła cała Polska. Malec wpadł do basenu i długi czas przebywał w zimnej wodzie. Na szczęście proces zdrowienia przebiega zgodnie z przewidywaniami lekarzy. Oni sami opowiedzieli o szczegółach procesu leczenia podczas spotkania z dziennikarzami. 

Dwulatek w hipotermii dochodzi do zdrowia w GCZD

Lekarze nie chcą wprost mówić o cudzie, ale w tym przypadku chyba tak jest. Leczony w Górnośląskim Centrum Zdrowia Dziecka w Katowicach dwulatek z Jastrzębia Zdroju jest już w dużo lepszym stanie. Chłopczyk trafił do szpitala po tym, jak wpadł do przydomowego basenu i przez wiele minut przebywał pod wodą. Do szpitala trafił w stanie śmierci klinicznej:

– Dwuletni chłopiec, który został przyjęty do naszego oddziału na początku listopada w stanie głębokiej hipotermii, po długotrwałym zatrzymaniu akcji serca w wyniku podtopienia, został wyprowadzony z sedacji farmakologicznej i obudzony. Na dzień jutrzejszy planujemy jego przekazanie do oddziału pediatrii naszego szpitala, gdzie będzie dalej dochodził do zdrowia. Leczenie prowadzone było wielokierunkowo. Chłopca ogrzewano, jednocześnie stabilizując układy oddychania i krążenia. Używano terapii pozaustrojowych, by utrzymać równowagę metaboliczną, a przede wszystkim robiono wszystko, by zapobiec powikłaniom w zakresie ośrodkowego układu nerwowego, związanym z długotrwałym niedotlenieniem – mówi dr Paweł Wieczorek z katowickiego szpitala.

Dodaje przy tym, że kluczowe było niedopuszczenie do ponownego zatrzymania krążenia, a układy krążenia i oddechowy wymagają dużego wsparcia, ale dzięki dużemu doświadczeniu medycy zdołali poradzić sobie z tym zagadnieniem.

– Pacjent jest przytomny, ogląda bajki, uśmiecha się, ma kontakt z rodziną. Można mówić o cudzie, natomiast wolimy skupić się na tym, że każda z osób, która po kolei była przy tym pacjencie zrobiła dokładnie to, co można było zrobić. Cudem jest to, że wszyscy ludzie na każdym etapie wykonali dokładnie to, czego od nich oczekiwaliśmy. Momentem przełomowym było obudzenie chłopca i pierwsze kiwnięcia na zwykłe, proste pytania. To było dla nas momentem radosnym, kiedy wiedzieliśmy, że to, co robiliśmy, przyniosło naprawdę pożądany skutek – dodaje dr Wieczorek.

Podkreśla przy tym, że proces wybudzania trwał kilka dni, by uniknąć ryzyka powikłań w zakresie ośrodkowego układu nerwowego. Od kilku dni jest z pacjentem kontakt, jednak powoli przebiegał też proces odkładania leków.

– Pacjent jest przytomny, można powiedzieć, że wrócił do normalnej aktywności, ogląda sobie bajki na telefonie. Będzie przekazany na oddział pediatrii, bo nie wymaga  naszego intensywnego leczenia. Myślę, że czeka go dalsze, szczęśliwe dzieciństwo. Będzie pod obserwacją pediatrów, żeby sprawdzić, czy wszystkie jego funkcje są prawidłowe, być może jakaś rehabilitacja, jeśli będzie takie zalecenie neurologów, ale przede wszystkim powrót do rodziny i normalnego trybu życia – dodaje dr Jadwiga Siemek.

Chłopczyk od blisko trzech tygodni jest pod czujną opieką medyków z Górnośląskiego Centrum Zdrowia Dziecka i najpewniej za chwilę opuści szpital i wróci do domu.