Góry węgla i zawiadomienie do śledczych. Sprawa importu z czasów kryzysu wraca z nową siłą
Autor: Andrzej Zazgórnik w dniu 2026-02-23
Setki tysięcy ton węgla zalegających na zwałach są tematem, o którym eksperci rynku energetycznego mówią nie od dziś. Teraz zdecydowano się na to, by sprawą zajęli się śledczy, po to, by zapadła decyzja o tym, kto jest odpowiedzialny za ten stan rzeczy.
Setki tysięcy ton w magazynach zamiast w piecach
Do prokuratury trafiło zawiadomienie dotyczące węgla sprowadzanego w czasie kryzysu energetycznego. Jak ustaliło Radio Zet, chodzi o surowiec kupowany decyzją rządu kierowanego przez Mateusza Morawieckiego. W praktyce mówimy o ogromnych ilościach opału, który miał trafić do gospodarstw domowych, a do dziś zalega na placach składowych.
Podległa MSWiA RARS złożyła zawiadomienie do prokuratury ws. zakupu setek tysięcy ton węgla. Często bezwartościowego. Decyzję o utworzeniu tej rezerwy podjął Morawiecki. Straty są ogromne mogą dochodzić nawet do miliarda złotych.
— Marcin Kierwiński (@MKierwinski) February 23, 2026
Rządowa Agencja Rezerw Strategicznych poinformowała śledczych o możliwych nieprawidłowościach przy imporcie prowadzonym w latach 2022–2023. Działania te były realizowane na wniosek Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji.
700 tysięcy ton, które nie znalazły odbiorców
Z ustaleń rozgłośni wynika, że problem dotyczy ponad 700 tys. ton węgla przeznaczonego dla klientów indywidualnych. Surowiec nie trafił do sprzedaży i wciąż pozostaje w zasobach RARS. Zakupy prowadzono wspólnie ze spółkami należącymi do Skarbu Państwa, w oparciu o decyzję premiera z lipca 2022 roku.
To był moment szczególny. Po ataku Rosji na Ukrainę i wprowadzeniu embarga na rosyjski węgiel rząd obawiał się braków opału przed sezonem grzewczym. Celem było szybkie uzupełnienie rynku i uniknięcie niedoborów zimą.
Ambitny plan i węgiel nie do użycia
Gabinet Zjednoczonej Prawicy zapowiadał sprowadzenie nawet 4,5 mln ton surowca z kierunków takich jak Kolumbia, RPA czy Australia. Jednak – jak podaje Radio Zet – część dostaw okazała się miałem węglowym, który po rozładunku nie nadawał się do wykorzystania w domowych piecach.
W grudniu ubiegłego roku eksperci agencji oszacowali, że dokładnie 753 tys. ton nie spełnia wymogów sprzedaży dla odbiorców indywidualnych.
NIK: skala mogła być przeszacowana
Sprawa była już wcześniej analizowana przez Najwyższą Izbę Kontroli. W swoim raporcie kontrolerzy zwracali uwagę, że w ówczesnej sytuacji rynkowej trudno było rzetelnie określić realne zapotrzebowanie na węgiel. Wskazana przez premiera ilość – 5 mln ton przeznaczonych na cele bytowe i komunalne – mogła znacząco przekraczać faktyczne potrzeby rynku.
Teraz temat wraca, tym razem w kontekście odpowiedzialności prawnej i oceny, czy decyzje podejmowane w czasie energetycznego kryzysu były właściwie przygotowane i zrealizowane.
Źródło: Radio Zet/Fakt