Pies przywiązany do drzewa w Świerklańcu ma nowy dom
Autor: Andrzej Zazgórnik w dniu 2025-12-30
Szczęśliwy finał ma historia psa, którego przywiązano do jednego z drzew rosnących w świerklanieckim parku. Znalazł już swój kochający dom, a sama historia jest zaskakująca i wzruszająca.
Pies przywiązany do drzewa w świerklanieckim parku znalazł dom
Zakończyła się procedura adopcyjna psa, który w połowie grudnia odnaleziony został przywiązany do drzewa na trenie Parku w Świerklańcu. Nowy właściciel, pan Marek z Piekar Śląskich z Dyziem spędził już święta. Teraz czeka na szczęśliwy 2026 rok. Z tą adopcją związana jest kolejna, niesamowita historia. Dyzio, to drugi pies pana Marka odnaleziony w zabytkowym parku.
– Gdy dowiedziałem się, że Urząd Gminy w Świerklańcu i Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami z Radzionkowa szuka domu dla psa przywiązanego do drzewa w świerklanieckim parku – wiedziałem, że musi on trafić do mnie. To przeznaczenie – mówi wzruszony pan Marek.
Dziś adoptowanego pieska oraz pana Marka odwiedził wójt gminy Świerklaniec Grzegorz Zadęcki.
– W imieniu mieszkańców dziękuję panu Markowi za to, że zajmuje się tym psem. Wiadomo, że nie wszyscy ludzie są ludźmi dobrej woli. Zdarzyła się taka sytuacja, jaka się zdarzyła. Piesek potrzebował opieki. To dla niego dom, to dla nas najważniejsze. Z tego miejsca dziękuję, że pan tego pieska przygarnął i stworzył mu rodzinny dom, trafił w dobre ręce – powiedział wójt gminy Świerklaniec Grzegorz Zadęcki.
Ta historia jest wyjątkowa, bo okazuje się, że panu Markowi zdarzyła się już taka historia.
– To nie jest mój pies z parku ze Świerklańca. To mój drugi pies pozostawiony, przywiązany do drzewa. Pierwsza historia była podobna, 35 lat temu, druga historia zatoczyła koło w 2025 roku. Chciałbym, żeby pies spotkał się z ludźmi, którzy go pierwsi odłowili i mieli z nim najlepszy kontakt, kiedy tam dotarłem – dodaje pan Marek.
Zaznacza, że konieczne było sprawne, szybkie działanie.
– Był to okres przedświąteczny, dzień przed wigilią. Było bardzo mało czasu, decyzje musiały być podjęte spontanicznie, na szybko, bez przemyślanego ruchu, potem stworzenie warunków odpowiednich, zorganizowanie karmy, spacery. Pies jest kochany. Ubolewam nad ludźmi, którzy go zostawili – opowiada pan Marek.
Dodaje, że nieco musi zmienić swój tryb życia, bo tak energiczny pies wymaga dużo ruchu i trzeba mu go zapewnić. Wybawca czworonoga ma zapewnioną wjazdówkę na teren parku w Świerklańcu. Jak do podjętych działań odnosi się Maciej Gwóźdź z TOZ-u w Radzionkowie?
– Tak jak liczyliśmy, cud świąteczny się wydarzył. Nasz psiak ze Świerklańca znalazł swój dom, swoją rodzinę. Jest tam od kilku dni, wszystko wskazuje na to, że miłość między nimi rośnie – mówi Gwóźdź.
Podkreśla, że kluczowe w obliczu tego, co wydarzyło się psiakowi o imieniu Dyzio, kluczowe było niedopuszczenie do tego, by czworonóg pozostał bezdomny. Ten ma już swój kąt i opiekuna. Zaznacza, że sympatyczny zwierzak wymaga pomocy behawioralnej, ale ta zostanie udzielona.
– Mieliśmy przypadek psa, który został porzucony i jest to zauważalne, że z tego powodu piesek ma uraz do pozostawania samemu. Z tego powodu pomoc behawioralna będzie niezbędna. Piesek jest w pełni nieagresywny, kochany, przeszczęśliwy, trzeba z nim popracować, ale właściciel jest tego w pełni świadomy, temat przemyślał i zadeklarował, że nie ma opcji, by tego psa oddać – dodaje Gwóźdź.
Dyzio jest drugim psem pana Marka, który znaleziony został w parku w Świerklańcu. Pierwszy, o imieniu Diana, został znaleziony przez wujka pana Marka – pracownika parku w Świerklańcu.
