Wydobywają samolot z dna jeziora. Akcja prowadzona jest w trudnych warunkach

Autor: w dniu 2025-10-09

Służby prowadzą od rana działania na Jeziorze Międzybrodzkim. Ma to związek z awaryjnym lądowaniem awionetki, które miało miejsce wczoraj wieczorem. Pilotowi, przypomnijmy, udało się samodzielnie wydostać z kabiny, jednak maszyna szybko poszła na dno. Prowadzone są działania na rzecz jej wydobycia, co nie będzie łatwe ze względu na warunki – w Beskidach pada, a widoczność jest bardzo słaba.

Kapitan Tomasz Kołodziej z Państwowej Straży Pożarnej w Żywcu poinformował dziś rano o działaniach, które podejmowane były od samego początku po wystąpieniu zdarzenia.

– Przez całą noc strażacy zabezpieczali miejsce zdarzenia i patrolowali teren, czy nie doszło do wycieków różnych płynów. Na szczęście w samolocie wszystko jest szczelne, więc nie doszło do zanieczyszczenia wody – przekazał dziś rano "Dziennikowi Zachodniemu".

W działaniach biorą także udział strażacy z Ochotniczej Straży Pożarnej w Międzybrodziu Bialskim, który kontroluje powierzchnię zbiornika wodnego.

"Jeden z naszych zastępów (709s29 + Ł1) w dalszym ciągu prowadzi działania na jeziorze międzybrodzkim po awaryjnym lądowaniu i zatonięciu samolotu. W celu kontroli i zabezpieczenia ewentualnych wycieków z awionetki znajdującej się na dnie jeziora" – przekazano w mediach społecznościowych.

Do zdarzenia doszło – przypomnijmy – wczoraj, 8 października, około godziny 17.35. Zgłoszenie o wypadku lotniczym wpłynęło do dyspozytora Beskidzkiego WOPR. Na miejsce natychmiast ruszyły służby. W tym samym czasie do WOPR dotarła informacja od świadka, który widział wypadek. Ranny mężczyzna został zabrany na pokład łodzi ratowniczej, ogrzany i przekazany zespołowi pogotowia czekającemu na brzegu.

Cessna zatonęła około 150 metrów od brzegu, w rejonie przepompowni na górze Żar. Ratownicy oznaczyli miejsce boją, a teren był przez całą noc nadzorowany przez strażaków.

Z ustaleń policji wynika, że 41-letni pilot samolotu o własnych siłach opuścił maszynę. Na miejsce podpłynął kajakarz, który pomógł poszkodowanemu, po czym został podjęty przez ratowników WOPR. Mężczyzna nie odniósł żadnych obrażeń. Twierdził w rozmowie ze służbami, że na pokładzie samolotu był sam. Powiedział też, że przyczyną zdarzenia mogła być awaria silnika. Pilot, który równocześnie jest właścicielem maszyny, był trzeźwy. Policja oraz Państwowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych prowadzą teraz postępowanie w tej sprawie.

Tymczasem trwa ustalanie – przekazuje Dziennik Zachodni – kto zajmie się wydobyciem samolotu z dna jeziora. Cessna, choć niewielka, waży ponad 800 kilogramów i ma rozpiętość skrzydeł przekraczającą 10 metrów. W zbiornikach może znajdować się jeszcze do 200 litrów paliwa, dlatego operacja wymaga precyzji i odpowiedniego sprzętu.

Jak poinformował kpt. Kołodziej, decyzja, kto podejmie się wydobycia – strażacy czy prywatna firma – zapadnie w najbliższym czasie. Obecnie trwają ustalenia dotyczące ubezpieczenia maszyny.

Źródło: Dziennik Zachodni