Trzecia zmiana znika z Tychów. Setki pracowników na rozdrożu
Autor: Andrzej Zazgórnik w dniu 2026-01-13
Od marca 2026 roku w zakładzie Stellantis w Tychach produkcja ma odbywać się już tylko w systemie dwuzmianowym. O wygaszeniu trzeciej zmiany związki zawodowe zostały oficjalnie poinformowane 12 stycznia. Oznacza to, że cała nocna załoga, licząca 740 osób, zostanie objęta programem dobrowolnych odejść.
Jak relacjonuje przewodniczący "Solidarności" w tyskiej fabryce, decyzja zapadła ostatecznie w styczniu, choć plotki o takim scenariuszu krążyły już od jesieni.
– 740 pracowników, czyli cała trzecia zmiana, ma zostać objętych programem dobrowolnych odejść. Taką informację otrzymaliśmy dziś od dyrekcji – przekazał Grzegorz Maślanka ze związków zawodowych w rozmowie z Dziennikiem Zachodnim.
"Dobrowolność nie może być fikcją"
Związki zawodowe od początku podkreślają, że kluczowe będzie to, by program nie stał się w praktyce formą przymusu.
– Nasz zasadniczy postulat jest taki, aby pracodawca stosował reguły takie jak dotychczas. To znaczy, żeby pracownicy sami dobrowolnie decydowali o swojej przyszłości, tak jak nazwa tego programu mówi, a nie żeby to były jakieś przymuszenia – zaznacza przewodniczący "Solidarności".
Jak dodaje, część załogi jest w trudnej sytuacji życiowej i zawodowej.
– Może być tak, że część pracowników, mimo hojnych odpraw, będzie chciała w dalszym ciągu pracować, bo na przykład brakuje im 5 lat do emerytury i chcą dopracować do końca, a nie dostać teraz odprawy na 2 lata, a co z pozostałymi 3 latami? Ciężko znaleźć pracę w tym wieku – mówi Maślanka.
Związkowcy chcą, aby zasady programu były jasno zapisane w porozumieniu.
– Chcemy, żeby to było wyraźnie ujęte w porozumieniu, żeby tu nie było żadnego nacisku ze strony przełożonych, kierowników, żeby pracownicy do programu zgłaszali się sami, żeby to robili ci, którzy są zdecydowani – dodaje.
Dlaczego Stellantis tnie zmiany?
Przyczyny decyzji wyjaśnia Agnieszka Brania, rzeczniczka prasowa fabryk Stellantis w Polsce. W rozmowie z "Dziennikiem Zachodnim" podkreśliła, że tyska fabryka musi dostosować się do sytuacji na europejskim rynku motoryzacyjnym.
– Przez kilka ostatnich lat kumulowały się niekorzystne czynniki. Rynek nie odbudował się w pełni po pandemii, co potwierdzają zarówno analizy ekspertów, jak i poziomy sprzedaży. W efekcie tych uwarunkowań pojawiła się w Tychach konieczność dostosowania modelu funkcjonowania zakładu do realiów rynkowych oraz bardzo ostrożnych decyzji konsumenckich, które obserwujemy w całej Europie. Jest to faktycznie trudna sytuacja, oznaczająca przejście z trzech do dwóch zmian produkcyjnych. Wiąże się to z powstaniem nadwyżki zatrudnienia – wskazała Agnieszka Brania.
Na razie koncern nie chce podawać dokładnej liczby osób, które ostatecznie mogą odejść.
– To będzie proces, który potrwa w czasie. Będzie przedmiotem dyskusji, oczywiście w uzgodnieniu ze związkami zawodowymi. Obecnie za wcześnie jest na tego rodzaju szczegóły – podkreśla rzeczniczka fabryk Stellantis w Polsce, dodając, że jednym z rozważanych rozwiązań jest właśnie program dobrowolnych odejść.
Kto znajdzie się w programie i czego chcą związki
PDO ma objąć 740 osób z trzeciej zmiany. W tej grupie jest około 140 pracowników z umowami na czas nieokreślony, 300 zatrudnionych na umowach terminowych oraz 300 pracowników agencyjnych. Rozmowy nad szczegółami mają ruszyć 14 stycznia.
Związki chcą, aby warunki były zbliżone do tych, które obowiązywały dwa lata temu w FCA Powertrain w Bielsku-Białej.
– Chcemy, aby zapisy PDO w Tychach były analogiczne, do tych zawartych w PDO dla pracowników fabryki FCA Powertrain w Bielsku-Białej przed dwoma laty. W naszej ocenie odprawy nie mogą być niższe niż 24-miesięczne. Optymalne byłyby odprawy 36-miesięczne – podkreśla Grzegorz Maślanka.
Co dalej z fabryką w Tychach
Obecnie zakład zatrudnia około 2300 osób. Po likwidacji trzeciej zmiany liczba ta spadnie do około 1,6 tysiąca. W Tychach produkowane są dziś hybrydowe modele Jeep Avenger, Fiat 600 oraz Alfa Romeo Junior. Decyzja o zmianie trybu pracy to więc nie tylko korekta grafiku, ale realna zmiana dla setek rodzin związanych z fabryką.
Źródło: Dziennik Zachodni